niedziela, 10 lutego 2013
Oczekiwanie wcale nie cierpliwe
Termin porodu minął, a ja czekam dalej. Tak, wiem, że termin to tylko wyliczenia, ale moja cierpliwość się kończy. Coraz ciężej nosić jednocześnie brzuszek i trzynastokilogramowy, słodki ciężar - czyli Bączka. Coraz trudniej bawić się z nim na podłodze, ubierać go na spacer, czy lepić bałwana. Coraz ciężej się wyspać, bo każdy obrót z boku na bok to wyczyn. I coraz trudniej zmieścić się za kierownicą samochodu, a jeździć trzeba - podróż autobusem do szpitala na KTG (około 10 km) to 1,5h z przesiadką, lub 1h + 45min spaceru po śliskim chodniku. Do tego Bączuch ma wysypkę, więc we wtorek ruszam do Warszawy, a taka podróż bez samochodu to min 2h w jedną stronę. Ciężkie jest życie ciężarówki:))
piątek, 18 stycznia 2013
Oczekiwanie
Czekam. Do wyliczonego terminu porodu zostało około 3 tygodni. A ja robię się coraz bardziej ociężała i senna. Królestwo za sen. W nocy ciągle niewygodnie, w dzień mam tylko 1,5h. Później jest niekończące się "mamo.....". I tak do powrotu taty. Choć ostatnio trochę się zmieniło - Bączuch bawi się sam. Opowiada różne rzeczy swoim zabawkom, lubi sam "czytać" bajeczki itp. A ja mam mniejszą zadyszkę i trochę więcej energii. Może już niedługo będziemy w czwórkę?
środa, 2 stycznia 2013
Nowy rok
Hmm. Ciekawe jaki będzie ten nowy rok. Na pewno będzie się działo. Niedługo narodziny naszego drugiego synka. I nasz świat znowu stanie na głowie. A Bączuch awansuje na starszego brata. Potem A. stanie się przedszkolakiem - to dopiero wyzwanie. A my coraz poważniej myślimy o powrocie do Warszawy i kupnie mieszkania. Zobaczymy co się uda z tego zrealizować.
A ja po urodzinach sylwestrowych poczułam się staro. A następnego dnia machnęłam ręką na metrykę i poszliśmy w Nowy Rok na baaardzo długi spacer do parku. I jak zwykle zadziwi mnie mój synek. Łaził po największym lodzie, a fiknął może 5 razy i za każdym razem był to "fik" w pełni kontrolowany. Dzieci są jednak pod tym względem niezwykłe. A dziś za oknem szaro, buro i ponuro. Zima odeszła i chyba nie chce wracać. A ja chętnie pospacerowałabym po śniegu póki jeszcze mam trochę czasu wolnego.
A ja po urodzinach sylwestrowych poczułam się staro. A następnego dnia machnęłam ręką na metrykę i poszliśmy w Nowy Rok na baaardzo długi spacer do parku. I jak zwykle zadziwi mnie mój synek. Łaził po największym lodzie, a fiknął może 5 razy i za każdym razem był to "fik" w pełni kontrolowany. Dzieci są jednak pod tym względem niezwykłe. A dziś za oknem szaro, buro i ponuro. Zima odeszła i chyba nie chce wracać. A ja chętnie pospacerowałabym po śniegu póki jeszcze mam trochę czasu wolnego.
piątek, 21 grudnia 2012
Boże Narodzenie
Dziś ubraliśmy choinkę. Mimo, że TAAAKA DUUUŻA, to własnoręcznie wykonanych ozdób wystarczyło. Wygląda naprawdę wspaniale. Jutro wyjeżdżamy do dziadków. Więc już dziś wszystkim czytelnikom boga życzymy CIEPŁYCH, RADOSNYCH I RODZINNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Narzekanie
Dziś sobie ponarzekam. Nie było mnie ponad miesiąc, bo albo A. chory, albo mąż chory, albo ja leżąca. I tak w kółko. Imieniny Bączka minęły prawie spokojnie. Prawie, bo tylko część gości przyjechała. Reszta miała pilne sprawy. I może nie zirytowałoby mnie to zbyt mocno, gdyby nie to, że musieliśmy sami zadzwonić, żeby się dowiedzieć, że jednak nie przyjadą. No do licha, oni chyba też mają telefon. A potem tekst, "to może uda nam się w następny weekend". Ja na to, że to może spotkamy się już w święta, bo został tylko jeden weekend. I się zaczęło: A dlaczego przyjeżdżacie dopiero w sobotę popołudniu? A dlaczego zostaniecie tylko do wtorku? A nie możecie dłużej? Itp. A ja chcę się spotkać też z moimi rodzicami z okazji Świąt, a nie po Świętach. A poza tym to jestem w ósmym miesiącu ciąży i dość często po prostu chce mi się poleżeć w spokoju, nie odpowiadać na litanię pytań, nie słuchać rad na temat wychowania mojego synka, nie słuchać narzekań i jęków. I perspektywa 3-godzinnej podróży samochodem (przy dobry wiatrach) jakoś mnie nie kręci. Tyle o rodzince.
Wczoraj byłam na wigilii "pracowej". Miło było się spotkać z koleżankami i kolegami. Ale musiała być "wisienka na torcie" czyli komentarz mojej szefowej:" Co zdrowa dziewczyna robi na zwolnieniu w ciąży? Nie nudzi się pani w domu?" Na to odpowiedziałam, że chętnie "wypożyczę" jej mojego 2,5 letniego synka, to może sama się "ponudzi" w domu. Wylądowałam na zwolnieniu wcześniej niż planowałam z powodu komplikacji ciążowych, a nie dlatego, że nie chciało mi się chodzić do pracy. Wcale nie lekkiej, bo stanie przez 7 godzin, kichanie i kasłanie pacjentów i przerwa na jedzenie z wielką łaską. Nie znoszę tych komentarzy i dlatego w pracy bywam tylko raz w miesiącu - oddać zwolnienie.
No to sobie ponarzekałam, a teraz idę gotować obiad i budzić Bączucha.
Wczoraj byłam na wigilii "pracowej". Miło było się spotkać z koleżankami i kolegami. Ale musiała być "wisienka na torcie" czyli komentarz mojej szefowej:" Co zdrowa dziewczyna robi na zwolnieniu w ciąży? Nie nudzi się pani w domu?" Na to odpowiedziałam, że chętnie "wypożyczę" jej mojego 2,5 letniego synka, to może sama się "ponudzi" w domu. Wylądowałam na zwolnieniu wcześniej niż planowałam z powodu komplikacji ciążowych, a nie dlatego, że nie chciało mi się chodzić do pracy. Wcale nie lekkiej, bo stanie przez 7 godzin, kichanie i kasłanie pacjentów i przerwa na jedzenie z wielką łaską. Nie znoszę tych komentarzy i dlatego w pracy bywam tylko raz w miesiącu - oddać zwolnienie.
No to sobie ponarzekałam, a teraz idę gotować obiad i budzić Bączucha.
sobota, 10 listopada 2012
Fajny dzień
Jak ja lubię takie dni! Wstaliśmy tradycyjnie - o 6.00 rano nasz budzik wparował do łoża. Po krótkim przytulanku ruszyłam zrobić Bączuchowi mleko, a reszcie śniadanie. A po śniadaniu zamarzył mi się skok pod kołdrę. Oczywiście po 5 min. spokoju tata dostał polecenie wypłoszenia mamy "gilgotaniem", a synek dzielnie mu pomagał. A po kitłaszonku jakoś wszystkie zaplanowane rzeczy udało się zrobić. Były i zakupy, i porządki (mamy w domu zapalonego fana mopa), i obiadek udało się zrobić pyszny. Wyszaleliśmy się na podwórku łapiąc słoneczne promienie. Graliśmy w piłkę i ujeżdżaliśmy traktor (koniecznie z przyczepą). A. jeszcze nie dosięga nóżkami do pedałów, więc trzeba go pchać, a przyczepa trochę przeszkadza. Niestety jest niezbędna, bo w czasie jazdy "będziemy zbielać tlawę dla klowy"????? Nie wiedziałam, że mamy krowę :)). Podwórkowe szaleństwo miało dużą zaletę. Młody dość sprawnie padł na drzemkę. A ja zaraz po nim. Na szczęście, miałam swoją godzinkę snu. Od kilku tygodni brzuszek daje mi się we znaki. W nocy mam kilka pobudek, więc drzemka w dzień jest niezbędna. Po obiedzie wchłoniętym przez A. w dobrym tempie propozycja spaceru została przyjęta z entuzjazmem. Skończyło się na ponownym ujeżdżaniu traktora w czym dzielnie pomagał Młodemu tata. A potem do kąpieli spędziliśmy bardzo przyjemnie czas. Nawet tata miał szansę na drzemkę. Udało mi się dziś zrobić wszystko, co zamierzałam. Bez spinania, nerwów, z pełnym skupieniem na właśnie wykonywanej czynności. Zabawy z synkiem dostarczyły jak zwykle mnóstwa przyjemności. I jakimś cudem nie zabrakło mi ani cierpliwości, ani pomysłów. Jak ja lubię takie dni
środa, 7 listopada 2012
Jesienne nastroje
Młody znowu chory! Na szczęście to tylko katar, jakaś infekcja wirusowa, nic strasznego. Roznosi go energia, więc jutro jedziemy na salę zabaw, żeby "wypuścił trochę pary" i nie rozniósł domu. Kiedy na niego patrzę, to nadal nie mogę wyjść z podziwu, że taki jest mądry i niepowtarzalny. Taki mały indywidualny byt, który wie czego chce i wyraża to stanowczym głosikiem. Co prawda faza mama jest nadal obecna, ale nasilenie jakby mniejsze. Mąż był w domu w czasie przedłużonego weekendu i wspaniale spędzili ze sobą czas. A. umie już animować swoje zabawki, układa dialogi. Wymyśla zabawy, podaje nam wymyślone przedmioty czy jedzenie. Obserwowanie go sprawia mi mnóstwo radości. A patrzenie jak bawi się z tatą też.
Przeczytałam niedawno blog Chustki. Trafiłam tam, gdy Jej już nie było. To nie była łatwa lektura. Jej posty o tęsknocie za Synkiem, Niemężem, za życiem były bardzo trudne. Potrzebowałam czasu, żeby to w sobie przetrawić. Ale oprócz smutku dała mi coś ważnego. Taki banał. Ważna jest chwila obecna, to jak wykorzystujemy nasze TU i TERAZ. Bo tylko na teraźniejszość mamy realny wpływ. Przeszłość minęła, możemy tracić czas na rozpamiętywanie tego, co było lub wyciągnąć wnioski z naszej przeszłości. Na przyszłość mamy ograniczony wpływ. Dzięki Jej blogowi uczę się skupiać na tym, co robię. Jeśli bawię się z Bączkiem, to nic innego nie zaprząta moich myśli. I odkryłam, że tak naprawdę,to lubię być mamą.
Przeczytałam niedawno blog Chustki. Trafiłam tam, gdy Jej już nie było. To nie była łatwa lektura. Jej posty o tęsknocie za Synkiem, Niemężem, za życiem były bardzo trudne. Potrzebowałam czasu, żeby to w sobie przetrawić. Ale oprócz smutku dała mi coś ważnego. Taki banał. Ważna jest chwila obecna, to jak wykorzystujemy nasze TU i TERAZ. Bo tylko na teraźniejszość mamy realny wpływ. Przeszłość minęła, możemy tracić czas na rozpamiętywanie tego, co było lub wyciągnąć wnioski z naszej przeszłości. Na przyszłość mamy ograniczony wpływ. Dzięki Jej blogowi uczę się skupiać na tym, co robię. Jeśli bawię się z Bączkiem, to nic innego nie zaprząta moich myśli. I odkryłam, że tak naprawdę,to lubię być mamą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)