czwartek, 8 listopada 2018

Niedzielna włóczęga

Przedostatnia sobota października szczelnie wypełniona była zajęciami. Za to w niedzielę, po mszy świętej dla dzieci postanowiliśmy skorzystać z ciepłej i słonecznej pogody.
Najpierw, dla siły wzmocnienia wylądowaliśmy we włoskiej restauracji na Saskiej Kępie. Po bardzo smakowitym obiedzie i deserze rzecz jasna, ruszyliśmy na powolny, niedzielny, jesienny spacer do Parku Skaryszewskiego.
Park Skaryszewski jest niezwykłym miejscem. Gdy pójdzie się alejką w głąb parku, można zapomnieć o tym, że to środek Warszawy. Dokoła drzewa, krzewy, trawniki, alejki, tajne przejścia między krzewami, woda. Gdzieś w oddali  tylko słychać słaby szum samochodów, autobusów i tramwajów. 
Ten park to idealne miejsce do zabawy dla dwóch bardzo ruchliwych chłopaków. A także wypróbowane miejsce na przetrwanie upalnego lata w mieście. Wspaniałe kolory oczywiście do kompletu. Zresztą sami zobaczcie.....










Taki spacer bardzo mi był potrzebny po długim, intensywnym tygodniu.

sobota, 3 listopada 2018

Listopad

Za oknem szarawo.
Przymglone, lekko rozmyte, kolory żółci, czerwieni, brązu.
Wszystko zasłonięte mgiełką deszczu czy mżawki.
Listopad - podobno najbardziej depresyjny i melancholijny miesiąc roku.
Dla mnie z jednej strony trudny do zniesienia brak słońca, zwolnienie tempa, mnóstwo pracy w pracy.
Z drugiej znak by zwolnić, uporządkować przestrzeń wokół siebie, pobyć w domu.
By z wiosną znów rozpocząć intensywne życie, zwiedzać okolicę bliższą i dalszą, grać w piłkę i badmintona, robić pikniki i rajdy rowerowe, spotykać znajomych na świeżym powietrzu.
Potrzebne jest nowe. Pomysł, który rodzi się powoli, w ukryciu, jak ziarno obumierające pod kołderką ziemi, by wiosną zmienić się w nową roślinę.

sobota, 13 października 2018

Jesienne światło

Październik to już prawdziwa jesień.
Choć za oknem słońce a temperatury letnie, jest coś, co należy tylko do jesieni. To kolory nieba i światło.
Niebo ma właściwy tylko dla tej pory roku błękit. Jasny, lekko przydymiony. Taki.... jesienny.
Światło miękkie, przefiltrowane, trochę melancholijne. Daleko mu do letniej intensywności i jaskrawości.
Światło ulubione, delikatne, łaskawe dla oczu pracujących z ekranem komputera, w sztucznym blasku halogenowych żarówek, często grubo po zmroku.
Teraz wolę delikatne punktowe kinkiety, lampki nad kuchennym blatem czy w okapie.
Teraz wolę ciepłe światło świec. Miękkie, łagodne dla oczu.
Jesień......

sobota, 15 września 2018

Wrześniowe początki

Początki są trudne. Trzeba się przyzwyczaić do panujących zasad, na nowo wejść w plan dnia, trochę  z okazji wakacji poluzowany. 

Plan poranny mamy wspólny. Potem Starszy ma swoje zajęcia szkolne i dodatkowe, Młodszy ma swoje zajęcia przedszkolne i dodatkowe. Oprócz tego wspólne zajęcia SI - tym razem udało się je skupić w jednym dniu. Ja mam miesięczny grafik  pracy na zmiany, Mąż ma względnie stałe godziny pracy. Opracowujemy logistykę z tygodnia na tydzień. Próby są bardziej lub mniej udane, ale powoli układa nam się schemat kto kogo kiedy odbiera lub zaprowadza. Wieczorem znów wspólny plan. Tylko ja się wyłamuję z niego, gdy drugą zmianę kończę o 22.00.

Młodszy z ochotą powrócił do przedszkola. Nudził się niemiłosiernie w domu (jednak moja kreatywność ma granice) i tęsknił do kolegów. Największy problem to, że do końca października nie może ćwiczyć ani chodzić na basen. Jakoś ogarniamy temat, choć T głośno i stanowczo się buntuje. Zdążył też złapać pierwszy katar. 

Starszy powoli wdraża się w szkołę. Były już narzekania, spina z kolegą i fochy. Były też sukcesy i nowe, ciekawe rzeczy na lekcjach. Czyta lepiej, pisze całkiem sprawnie. Bardzo dobrze liczy. Oczywiście największa miłość to piłka nożna. 

W pracy męża po staremu, w miarę spokojnie. Pojawiła się nowa opcja pracy w domu, czasem się przyda. Np. gdy w przedszkolu przedstawienie jest o 15.30 lub gdy wizyta u ortodonty jest o 8.50.

W mojej pracy już sezon przeziębieniowy się rozpoczął. Kolejki są coraz większe. Część ludzi złapała już jesienne wirusy. Do tego znowu ubyło nam personelu. Znów potykamy się o kufry z towarem nierozłożonym na półkach. Znowu poszukujemy różnych rzeczy w miejscach zupełnie przypadkowych. I oczywiście jesteśmy do tyłu z pracą.  

Początki są też przyjemne.

Pierwszy weekend września był bardzo spokojny. T świeżo po zdjęciu szwów wymagał spokoju.

Drugi weekend września to niedzielna wycieczka piaseczyńsko-grójecką kolejką wąskotorową. Zaplanowaliśmy sobie wycieczkę trochę w ciemno, bo pogoda wahała się między deszczem a przebłyskami słońca. Ostatecznie było super. Temat na osobny post.

Trzeci weekend okazał się bardzo pracowity. 
Klasa Starszaka zorganizowała rajd rowerowy z ogniskiem i pieczeniem kiełbasek. Przejechaliśmy rowerami od Dolinki Służewieckiej do polanki ogniskowej w Lesie Kabackim. Trasa przyjemna, tempo rozsądne. Potem przygotowanie drewna, poszukiwanie patyków do kiełbasek, rozpalanie ogniska, pieczenie kiełbasek. Nawet deszcz nam nie przeszkodził w dobrej zabawie.

W przedszkolu Młodszego odbył się piknik rodzinny. Temat przewodni - "Piotruś Pan". Były zadania i poszukiwanie skarbu. Z opowiadania T wnioskuję, że bawił się świetnie. Deszcz też im nie przeszkodził.

Po przygodowym poranku szybki obiad ( niezawodne spagetti), deser i ....... kolejna przygoda. Pojechaliśmy do starego domu. Trzeba było skosić trawę, uporządkować rynny i ogarnąć śmieci do wystawienia. I przede wszystkim zebrać winogrona. Małe, ciemne i słodkie jak miód. Chłopaki bawili się w Star Wars, łazili po drzewach a nawet kosili trawę. My sprawnie ogarnęliśmy podwórko. I spędziliśmy przyjemne popołudnie na świeżym powietrzu. 

A jutro, jutro czeka nas leniwa niedziela z obiadem u Dziadków Warszawskich.    


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Aaaaaa kiedy koniec

Mieliśmy dziś wychodzić do domu. Niestety jak zwykle coś się musiało sfilcować. Dziś mieliśmy badania. Okazało się, że wynik jest trochę zawyżony. I powstał dylemat: wyjść czy zostać.
Z jednej strony marzę o powrocie do domu, naszego warszawskiego domu. Czuję się tu jak w klatce. I coraz bardziej tęsknię za Andrzejkiem.
Z drugiej strony perspektywa szukania lekarza, który to ogarnie w razie pogorszenia, doustnego antybiotyku, biegunki, wymiotów..... Jakoś wcale mnie  to nie pociąga.
Zostajemy więc. Mam nadzieję, że tylko do jutra. 
Trzymajcie kciuki za nasze wyjście wkrótce!

piątek, 24 sierpnia 2018

Sierpień

Sierpień to przede wszystkim wakacje u Dziadków Grabowskich. Czyli: czas spędzany na podwórku, późne wstawanie i smakołyki robione przez Babcię.

Tym razem w zabawach podwórkowych prym wiodą lekkoatletyka i piłka nożna. 
Piłka to miłość dawna, dobrze ugruntowana. A skąd ta lekkoatletyka? Inspiracją były mistrzostwa Europy. Podwórko zatem oglądało zawody w skoku w dal, rzucie oszczepem i biegach na czas.

W weekend był wypad na basen. Byliśmy tam niemal sami. Starszak przepłynął całą długość basenu. Młodszy pływał intensywnie bez rękawków.
Od początku przyjazdu do Dziadków chłopcy dużo rysują. Rozsmakowali się w tworzeniu bitew morskich i lądowych. Ich rysunki są coraz bardziej szczegółowe, kolorowe. A opisy to całe historie. Obaj tworzą światy, postacie, coś zupełnie swojego.

Na koniec sierpnia mieliśmy plany, ale trochę się pokomplikowało i dopiero w poniedziałek dowiem się co dalej.

czwartek, 23 sierpnia 2018

Ostatnie dni wakacji

Mieliśmy trochę inne plany na ostatni weekend wakacji. Miał być weekend w Toruniu, festiwal światła i inne atrakcje. Ale jak to przy dzieciach bywa, plany musiały ulec zmianie.
Córka znajomych jest chora, na antybiotykiu. My zaliczamy szpital. Młodszy miał zapalenie wyrostka robaczkowego. Więc wczoraj w trybie pilnym jechaliśmy do Białegostoku. Na szczęście Ciocia i Babcia zareagowały szybko i wczoraj w nocy T miał zabieg.
Dziś czuje się zdecydowanie lepiej, choć odsypia stres i ból. A ja najchętniej poszłabym spać razem nim