czwartek, 21 grudnia 2017

Święta....

U nas tradycyjnie....
Młodszy ma katar jak stąd do Australii.....
Starszak kaszle, kaszle i końca nie widać....
Przygotowania do Bożego Narodzenia idą jakoś....
W pracy nie ma mnie  od poniedziałku, bo ktoś musi ogarnąć małego zakatarzonego delikwenta....
A ja, ja od poprzedniej niedzieli, gdy okazało się, że Młodszy musi zostać w domu, a ja razem z nim, poczułam wewnętrzny spokój.
I pewność, że będzie dobrze. Nawet jeśli Wieczerza Wigilijna będzie mniej tradycyjna, to przecież najważniejszy jest wspólny czas, rozmowy, bycie Rodziną.

Korzystając z okazji życzę Wam rodzinnych, ciepłych, pełnych pokoju i miłości Świąt.

P.S. Po Świętach obiecuję nadrobić zaległości u Was i nowy post

wtorek, 21 listopada 2017

Zdjęcia - miłe wspomnienia z wakacji

Od czego tu zacząć???

Tornado spraw wciągnęło mnie skutecznie. Czas wolny jest teraz tylko słowem, wyrażeniem. Cena za zmaganie się z dużą ilością trudnych rzeczy naraz jest duża. Zaostrzyły mi się problemy zdrowotne. Odporność poszybowała w dół. Od piątku mam anginę.

Chociaż, to chyba już tradycja. Ubiegłej jesieni, mniej więcej o tej porze, też piętrzyły się przede mną sprawy trudne i trudniejsze. Efekt - ospa wietrzna. Teraz tylko angina, przechodzi dość szybko -  ból gardła już minął. Może teraz jestem silniejsza, bardziej pewna swoich decyzji, bardziej polegam na sobie i na najbliższych. 

Dobra, dość gadania o smutkach!!!
Tornado spraw - tornadem spraw, angina - anginą, ale najwyższa pora zostawić na chwilę cały ten chaos i wrócić pamięcią do ciepłego morza, słońca i "najlepszych wakacji w życiu", jak mówił o nich Starszak.

                                                                         Oto, co robiliśmy codziennie :))


Na plecach mamy pływa się najlepiej :))


                                                                                 Budynki w Orebicu


                         Widok z naszego tarasu                          


Kolczaści mieszkańcy podwodnego świata 


Poszukiwacze skarbów
 

                                                          Najpiękniejsze jeziora jakie widziałam


                                                               Woda przejrzysta jak szkło i całkiem ciepła


Korcula czyli mały Dubrovnik





 

Poławiacze maleńkich rybek "na kolację"
 


niedziela, 29 października 2017

Brak zdjęć

Bardzo Was przepraszam. Obiecałam wstawić zdjęcia z Chorwacji i dotąd ich nie ma.
Ostatnio przytrafiło się nam kilka rzeczy, które pochłaniają cały mój czas wolny. Proszę o chwilę cierpliwości. I o trzymanie kciuków, żeby udało mi się przetrwać tornado wydarzeń, które nie są przyjemne, ale są.


sobota, 21 października 2017

Nadmórz w Chorwacji

Chorwacja jest...... piękna, słoneczna, ciepła, z niezwykłą przyrodą i ciekawymi zabytkami. Bardzo chciałam w końcu tam pojechać, zobaczyć, poczuć, posmakować. Było tylko jedno ale. Zorganizowany wyjazd, taki przez biuro podróży nie wchodził w grę. Po prostu nie było ofert, które pasowałyby do naszych potrzeb. Nam samym za to brakowało odwagi, żeby zorganizować taki wyjazd samodzielnie. Wyjazd do Chorwacji przesuwał się w coraz odleglejszą przyszłość...

Aż do poprzedniego roku. Urlop nad Bałtykiem, gdzie mieliśmy szczęście z pogodą, ale woda była zimna jak lód, przypomniał nam o Chorwacji. I.................. mój osobisty małżonek, który do tej pory stanowczo twierdził, że za granicę to on jedzie tylko na zorganizowaną wycieczkę, rzucił od niechcenia: "A może w następne wakacje pojedziemy nad ciepłe morze np. do Chorwacji? Poszukam  czegoś w Internecie ......."
I tak rozpoczęliśmy przygotowania: poszukiwanie kwatery, zaklepanie urlopu w pracy, przemyślenie co i jak zapakować, załatwienie ubezpieczenia, wyposażenie samochodu w niezbędne według przepisów akcesoria, opracowanie trasy, zaplanowanie posiłków, wreszcie pomysły wycieczek dodatkowych. A potem w drogę.
Trochę ta droga dała się nam we znaki. Jechaliśmy samochodem, dwa dni. Około 12 godzin w samochodzie każdego dnia, z przerwami na tankowanie samochodu, toaletę, obiad, rozprostowanie kości. Przygody z nawigacją, długaśna kolejka na granicy słoweńsko-chorwackiej, korki w Wiedniu, niezawodne pytanie: "Kiedy wreszcie dojedziemy?!" z tylnej kanapy. Ale dojechaliśmy w końcu.
Na swoją kwaterę wybraliśmy małą miejscowość, położoną mniej więcej w połowie półwyspu Peliesać, około 80 km od Dubrownika. Miejsce bez dużych hoteli i mnóstwa ludzi. Nasz apartament znajdował się trochę poza centrum, za to miał przepiękny widok z tarasu na morze i maleńki port. W  miejscowości generalnie było wszystko czego potrzebowaliśmy: sklepy spożywcze, piekarnia, stragany z warzywami i owocami, poczta, nawet informacja turystyczna. Tylko stacji benzynowej brakowało do szczęścia.
Plaże bardzo kamieniste, ale ślicznie położone i niezatłoczone. W ogóle plaż czy też miejsc do plażowania było mnóstwo, często bardzo maleńkich, takich na dwa, trzy ręczniki.
Woda w morzu przejrzysta jak szkło i ciepła, zachęcająca do ciągłej kąpieli, z przerwami tylko na jedzenie, picie czy dosmarowanie kremem.
Nasze dni wyglądał zazwyczaj tak: po śniadaniu na tarasie wyruszaliśmy na plażę, spędzaliśmy tam czas do 13.00-14.00, potem wracaliśmy do domu na obiad (jakiś makaron z sosem, paróweczki, naleśniki itp.), a potem znowu na plażę lub na poszukiwanie muszli.
Andrzejek już drugiego dnia uznał, że to najlepsze wakacje. I ja też tak uważam. Idealne miejsce na leniwe wakacje, z małą dawką zwiedzania.

Zresztą sami zobaczcie.



sobota, 9 września 2017

Aaaaaaa psik

Obiecałam postu o Chorwacji i Wrocławiu.
I słowa dotrzymam.
Na razie jednak mam na stanie trzech chorych chłopaków.
Andrzej kończy przeziębienie, Tadzio zaczyna, a mąż ma anginę.

Pozdrawiam Was serdecznie zza stosu chusteczek do nosa. 😉

wtorek, 29 sierpnia 2017

Powrót do......

Dziś króciutko. Obiecuję porządny i dłuuuugi post o chorwackiej wyprawie, ale do tego potrzebuję sprawnego laptopa (padła nam ładowarka) i czasu.
Chwilowo:
1.ogarniam stertę prania (nie do wiary ile można wybrudzić rzeczy przez dwa tygodnie),
2. odgruzowuję dom (skąd się bierze ten kurz, kiedy nas nie ma?!!),
3. dokupuję rzeczy do szkoły i przedszkola (aaaaa znów nowe buty dla A i T),
4. ogarniam zdrowotne kwestie Tadzika ( znów coś się wykluło, ale więcej o tym w czwartek po badaniach),
5. próbuję skorzystać z ostatniego tygodnia urlopu - w piątek wyjeżdżamy na szalony wypad do Wrocławia.
Tempo jak zwykle zawrotną.
Buziaki dla Was :))

piątek, 11 sierpnia 2017

Wakacje!!!!

Już jutro!!!!!!!!!
Bladym świtem lub może nawet przed świtem wyjeżdżamy do Chorwacji.
Przed nami Wielka Przygoda.
A po powrocie do domu zmiany, zmiany, zmiany.

Pozdrawiam Was z nad listy rzeczy i sterty do pakowania.