niedziela, 23 września 2012

Szok

Dziś przeżyłam szok! Bączuch od kilku dni spędza kilka godzin w żłobku. Postanowiliśmy zapewnić mu kontakt z dziećmi w warunkach kontrolowanych, bo na placu zabaw na widok innych dzieci w swoim wieku uciekał co sił. I od piątku Młody ciągle mówi o dzieciach i o nowych ciociach. A dziś na placu nie tylko nie uciekał, ale po oswojeniu miejsca oświadczył, że pokręci chłopczyka na karuzeli. I kręcił. Trzymał się mnie jedną ręką i to wystarczyło za wsparcie. O mało nie padłam. Ale potwierdza to moja teorię, że musimy Bączkowi zapewnić towarzystwo dzieci, choć raz w tygodniu. \niestety ma to swoje ciemniejsze strony. Trzy dni w żłobku wystarczyły, żeby wyklarować klasyczny katar. Na szczęście inhalator już jest akceptowany. Frida też, choć Młody musi sam ją kontrolować.

środa, 19 września 2012

Znowu w pracy

Długo mnie nie było na blogu. A sierpień obfitował w wydarzenia.
           Najpierw okazało się, że boreliozy jednak nie mam. Ulżyło mi. Jakoś perspektywa leczenia w szpitalu zakaźnym nie pociągała mnie tak bardzo jak perspektywa dwóch tygodni w wygodnym hotelu nad Morzem Czarnym w Bułgarii. Przed wyjazdem pierwsze USG - na szczęście wszystko wyglądało dobrze. A potem długo oczekiwany wyjazd. 
           Trochę się denerwowaliśmy jak nasz pierwszy daleki wyjazd się uda. Ale po kolei. Najpierw kombinacja z dojazdem na lotnisko. W końcu, po kalkulacji, wyszło na to, że taniej i wygodniej jest zostawić samochód na parkingu przy lotnisku niż szukać taksówki z fotelikiem. Bączuch oczywiście obudzony nie miał zamiaru spać. Przeszedł dzielnie przez odprawę bagażu. Wciągnął na śniadanie mleko i poprawił bułą, a tuż po starcie samolotu padł na godzinkę. A potem rozpoczęły się wspaniałe dwa tygodnie leniuchowania, plażowania, kąpieli w morzu itp.
         Ulubionym zajęciem Bączucha było wsypywanie piasku do morza. To zajęcie było bardzo absorbujące. Tak bardzo, że musiałam małemu zakładać koszulkę, bo inaczej spaliłby się na skwarkę. Poza tym obowiązkowo  odwiedzaliśmy wóz strażacki, co najmniej dwa razy dziennie i wysłuchiwaliśmy oryginalnej melodyjki z bajki. Potem Bączuch śpiewał sam, rozkosznie łącząc wersję polską z angielską. Do tej pory padam ze śmiechu na samo wspomnienie.
                  Drugim ulubionym zajęciem było czarowanie pań kelnerek w restauracji. Rozdawał uśmiechy i czarował spojrzeniami. Pod koniec urlopu było wiadomo, że jeśli zostanie choć na chwilę sam przy stoliku, to zaraz jakaś kelnerka będzie go zagadywać.
                  O robieniu milionów babek z piasku, zamków, przesypywania piasku z wiaderka do wywrotki i na odwrót nie będę się rozpisywać. Ech.... Dwa tygodnie minęły jakby strzelił z bicza. I znowu w domu. Z jednej strony, miło jest być u siebie. Z drugiej powrót do codziennych obowiązków nie jest łatwy. Ale po dwóch tygodniach jakoś wróciłam do starego rytmu. I do pracy. Ale o tym osobna notka wkrótce.
                   I jeszcze jedna fajna rzecz. Tuż przed wyjazdem zaczęłam czuć drugiego malucha fikającego w brzuchu. Już trochę zapomniałam, jakie to niesamowite uczucie.

                 

wtorek, 14 sierpnia 2012

(Nie)proszone komentarze

Zajrzałam dziś  na blog Mamy-na-puszczy i przypomniało mi się coś ważnego. Ja też źle znoszę wieczne "doradztwo" w sprawach opieki na MOIM dzieckiem. Pół biedy jeśli wypowiadają się osoby, które dobrze znam i wiem, że są mi życzliwe. Wtedy drażni mnie to mniej, choć nasze poglądy się nie pokrywają. Ale do szewskiej pasji doprowadzają mnie komentarze i "rady" wszechwiedzących pań w wieku dowolnym, które widzą nas przez najwyżej kwadrans i już muszą koniecznie mnie przekonać i swej mądrości. Na szczęście drugi trymestr ciąży sprawił, że burza hormonów trochą opadła i nie wściekam się, tylko robię po swojemu. A bardziej upartym mówię, ze moje dziecko=moja sprawa. I w nosie mam, co ludzie powiedzą. Bo powiedzą i tak .

czwartek, 26 lipca 2012

Przymusowe wakacje

I znowu mam przymusowe wakacje. Komplikacje się komplikują i decyzja o pozostaniu w domu prze najbliższy miesiąc zapadła nieodwołalnie. I cóż trochę jestem zła, bo znowu muszę uważać (inaczej spędzę przymusowe wakacje w łóżku albo w szpitalu). A z drugiej strony to może wreszcie spełnię kilka marzeń, na które w natłoku zajęć czasu brak? Na szczęście mam nieocenioną pomoc ze strony niani. Młody teraz szaleje na placu zabaw lub biega zobaczyć czy pociąg jedzie. Gdyby musiał całe dnie spędzać na podwórku to katastrofa murowana. U mnie też stanowisko obsadzone, tylko my mówimy "panie prezesie"!:))

sobota, 14 lipca 2012

MÓWIĘ

Do tego, że Bączuch gada jak najęty, zdążyłam się już przyzwyczaić. Ale jego komentarze lub próby powtórzenia tego, co usłyszał, są obłędne. Ostatnio przesiaduję w domu. Małe komplikacje z ciążą wygnały mnie na zwolnienie. I mam okazję posłuchać małego. Moje dwa ulubione cytaty: Bączek siedzi na swojej desce i sika do sedesu, bardzo dumny. Po skończonej czynności przygląda się siusiakowi i mówi "Cześć siusiaku"! Drugi: Mały bawi się w piaskownicy i skacze do piachu. Idzie mu coraz lepiej więc niania mówi "Skaczesz na Adama Małysza", a młody: "Niunio skacze na kawałek myszy". Myślałam, że spadnę z piaskownicy ze śmiechu.

piątek, 6 lipca 2012

Wielka przygoda

Wpadł mi ostatnio w ręce stary numer "Zwierciadła" i artykuł o potrzebie posiadania dzieci. Postawiono tam pytanie: Co daje dziecko? Odpowiedzi było bardzo dużo. Ja też zastanawiałam się nad tym co mi daje Bączek. I uświadomiłam sobie, że daje mi coś bardzo ważnego. Coś, co w świecie gdzie brak czasu każe nam robić dwie czynności naraz, jest luksusem lub stratą czasu. Koncentrację dokładnie na tym, co w danej chwili robię, zaangażowanie w tę czynność całej mojej osoby. Kiedy Andrzejek bawi się w zasypywanie piaskiem koparki, to cała jego uwaga jest na tym skupiona. Kiedy buja się na huśtawce, to buja się cały. Kiedy śpiewamy piosenki, to koncentruje się na tekście i umie go dopowiedzieć. I jeszcze jedno, to skupienie pozwala mu dostrzegać każdą rzecz jako potencjalny początek ciekawej przygody. To może być dmuchawiec przy drodze, kopara, inne dziecko. Każda sytuacja jest zauważona i czasem opatrzona zaskakująco trafnym komentarzem.  Zaskakująco, bo Bączuch ma dopiero dwa lata. A ja uczę si e od niego tej koncentracji i delektowania się każdą czynnością. I jest coś co niezmiennie mnie zaskakuje. Wcale nie mam przez to mniej czasu. A czas już miniony okazuje się być wykorzystany w 200%.

sobota, 23 czerwca 2012

Nowiny

Od poprzedniego wpisu minął miesiąc z okładem. A działo się. Najpierw bardzo pracowity maj. Potem wspaniały koncert Nightwish - taki prezent z okazji dnia Dziecka dla mnie. A potem najbardziej oczekiwana przeze mnie nowina. Będziemy mieli drugiego Bączka. Tak się cieszę. Nasz Andrzejek to już duży chłopczyk. W czwartek skończył dwa latka. Więc to dobry czas na drugie dziecko. I mimo naszych perypetii udało się szybko. Ale żeby nie było za różowo dziś znalazłam w nodze kleszcza. Teraz czeka mnie 6 tygodni oczekiwania na to czy był zakażony czy nie. Musze być dobrej myśli.