wtorek, 14 sierpnia 2012

(Nie)proszone komentarze

Zajrzałam dziś  na blog Mamy-na-puszczy i przypomniało mi się coś ważnego. Ja też źle znoszę wieczne "doradztwo" w sprawach opieki na MOIM dzieckiem. Pół biedy jeśli wypowiadają się osoby, które dobrze znam i wiem, że są mi życzliwe. Wtedy drażni mnie to mniej, choć nasze poglądy się nie pokrywają. Ale do szewskiej pasji doprowadzają mnie komentarze i "rady" wszechwiedzących pań w wieku dowolnym, które widzą nas przez najwyżej kwadrans i już muszą koniecznie mnie przekonać i swej mądrości. Na szczęście drugi trymestr ciąży sprawił, że burza hormonów trochą opadła i nie wściekam się, tylko robię po swojemu. A bardziej upartym mówię, ze moje dziecko=moja sprawa. I w nosie mam, co ludzie powiedzą. Bo powiedzą i tak .

czwartek, 26 lipca 2012

Przymusowe wakacje

I znowu mam przymusowe wakacje. Komplikacje się komplikują i decyzja o pozostaniu w domu prze najbliższy miesiąc zapadła nieodwołalnie. I cóż trochę jestem zła, bo znowu muszę uważać (inaczej spędzę przymusowe wakacje w łóżku albo w szpitalu). A z drugiej strony to może wreszcie spełnię kilka marzeń, na które w natłoku zajęć czasu brak? Na szczęście mam nieocenioną pomoc ze strony niani. Młody teraz szaleje na placu zabaw lub biega zobaczyć czy pociąg jedzie. Gdyby musiał całe dnie spędzać na podwórku to katastrofa murowana. U mnie też stanowisko obsadzone, tylko my mówimy "panie prezesie"!:))

sobota, 14 lipca 2012

MÓWIĘ

Do tego, że Bączuch gada jak najęty, zdążyłam się już przyzwyczaić. Ale jego komentarze lub próby powtórzenia tego, co usłyszał, są obłędne. Ostatnio przesiaduję w domu. Małe komplikacje z ciążą wygnały mnie na zwolnienie. I mam okazję posłuchać małego. Moje dwa ulubione cytaty: Bączek siedzi na swojej desce i sika do sedesu, bardzo dumny. Po skończonej czynności przygląda się siusiakowi i mówi "Cześć siusiaku"! Drugi: Mały bawi się w piaskownicy i skacze do piachu. Idzie mu coraz lepiej więc niania mówi "Skaczesz na Adama Małysza", a młody: "Niunio skacze na kawałek myszy". Myślałam, że spadnę z piaskownicy ze śmiechu.

piątek, 6 lipca 2012

Wielka przygoda

Wpadł mi ostatnio w ręce stary numer "Zwierciadła" i artykuł o potrzebie posiadania dzieci. Postawiono tam pytanie: Co daje dziecko? Odpowiedzi było bardzo dużo. Ja też zastanawiałam się nad tym co mi daje Bączek. I uświadomiłam sobie, że daje mi coś bardzo ważnego. Coś, co w świecie gdzie brak czasu każe nam robić dwie czynności naraz, jest luksusem lub stratą czasu. Koncentrację dokładnie na tym, co w danej chwili robię, zaangażowanie w tę czynność całej mojej osoby. Kiedy Andrzejek bawi się w zasypywanie piaskiem koparki, to cała jego uwaga jest na tym skupiona. Kiedy buja się na huśtawce, to buja się cały. Kiedy śpiewamy piosenki, to koncentruje się na tekście i umie go dopowiedzieć. I jeszcze jedno, to skupienie pozwala mu dostrzegać każdą rzecz jako potencjalny początek ciekawej przygody. To może być dmuchawiec przy drodze, kopara, inne dziecko. Każda sytuacja jest zauważona i czasem opatrzona zaskakująco trafnym komentarzem.  Zaskakująco, bo Bączuch ma dopiero dwa lata. A ja uczę si e od niego tej koncentracji i delektowania się każdą czynnością. I jest coś co niezmiennie mnie zaskakuje. Wcale nie mam przez to mniej czasu. A czas już miniony okazuje się być wykorzystany w 200%.

sobota, 23 czerwca 2012

Nowiny

Od poprzedniego wpisu minął miesiąc z okładem. A działo się. Najpierw bardzo pracowity maj. Potem wspaniały koncert Nightwish - taki prezent z okazji dnia Dziecka dla mnie. A potem najbardziej oczekiwana przeze mnie nowina. Będziemy mieli drugiego Bączka. Tak się cieszę. Nasz Andrzejek to już duży chłopczyk. W czwartek skończył dwa latka. Więc to dobry czas na drugie dziecko. I mimo naszych perypetii udało się szybko. Ale żeby nie było za różowo dziś znalazłam w nodze kleszcza. Teraz czeka mnie 6 tygodni oczekiwania na to czy był zakażony czy nie. Musze być dobrej myśli.

sobota, 12 maja 2012

Katar

Dzisiaj jestem rozżalona i zła na cały świat. Nie dość, że Bączek ma katar (na szczęście tylko katar), nie dość że pogoda się zepsuła, a ja spędzę weekend w pracy, to jeszcze i ja mam katar. Oczywiście moja wersja, to kataklizm z kompletnie zatkanym nosem, na który nic nie działa.Ale to jeszcze nie wszystko. Od dłuższego czasu staramy się o drugie dziecko i tym razem nie obeszło się bez leków. Po tabletkach czuję się fatalnie. Ale jeszcze gorsza jest świadomość, że tym razem wcale nie musi się udać. Z Bączkiem też nie było łatwo. Udało się, bo trafiłam na mądrego lekarza. Teraz wygląda to gorzej. Zawsze chciałam mieć dwoje, troje dzieci, ale jeżeli nawet tym razem się uda., to będzie moja ostatnia ciąża. Chyba, że zdarzy się cud. A wszyscy nasi znajomi dzwonią i piszą, że kolejny maluch w drodze. Cieszę się i jednocześnie nie mam ochoty się z nimi widzieć.

środa, 25 kwietnia 2012

Zaskoczenie

Dziś pojechaliśmy do miasta na spotkanie w sprawie mieszkania. Bączek miał jechać z nami, bo niania dziś nie mogła z nim zostać. Mój mąż roztoczył straszliwą wizję łapania, biegania za małym i wysłuchiwania straszliwych ryków. Ja byłam większą optymistką. Synek zaskoczył nas oboje. Spokojnie przetrwał podróż, trochę rozrabiał w biurze sprzedaży, ale awantury nie było. Mieszkanie oglądał trochę z perspektywy ramion taty, trochę " na mama", a trochę na własnych nóżkach.  Spacer wokół bloku trochę w wózku, trochę za rączkę. I tak do końca dnia. Małe negocjacje i Bączuch współpracował z nami jak rzadko. I to było super