I oczywiście pojawiły się komplikacje. Mieliśmy wyjść dziś, ale T był tak ospały i niekontaktowy, że zostaliśmy na obserwacji. Mamy zlecone badania i zobaczymy, co przyniesie dzień jutrzejszy. Na razie czeka mnie kolejna, upojna noc na podłodze. Zważywszy na fakt, że ostatnich dwóch nie przespałam, jutro rano będę przypominać zombie.
środa, 12 sierpnia 2015
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Trochę szpitalnie
Dziś będzie krótko. Wspaniałe wakacje w Turcji za nami. Dzisiaj zameldowaliśmy się w szpitalu na zabieg drugiej rączki T. Gorąco jak...... w Turcji 😊. Więcej napiszę po powrocie do domu.
Czy ktoś z Was ma namiar na fajną kwaterę nad morzem. Dzieci mam w wieku 5 i 2,5 roku. Potrzebujemy wyjazdu nad morze we wrześniu, żeby złapać trochę odporności na nowy sezon kichania.
niedziela, 19 lipca 2015
Dino parki i moi synowie
Ponieważ obaj moi synkowie bardzo lubią dinozaury, a w domu mamy już pokaźną kolekcję figurek, postanowiłam zrobić im niespodziankę i w poprzedni weekend odwiedziliśmy Jura Park w Krasiejowie.
Miejsce oddalone jest od Warszawy około 290 km. Dla mnie na granicy wyjazdu weekendowego, ale było warto. Przede wszystkim, żeby sprawić Młodym niespodziankę, bo do końca nie wiedzieli co będą robić. Trzeba było zobaczyć ich miny!!! A sam Park jest naprawdę fajnie zrobiony. Ma dużo atrakcji i dla pięciolatków, i dla wyrośniętych dwulatków. Obejrzeliśmy różne dinozaury od triasu do kredy, przejechaliśmy przez tunel czasu. Podglądaliśmy też gady pływające w oceanarium.
Potem przyszedł czas na atrakcje w parkach rozrywki. Są dwa: dla maluchów i dla starszaków. U maluchów A. i T. oblegali małą karuzelę z samolotami i trampolinę, później Starszak szalał na dmuchanej zjeżdżalni, a Młodszy jeździł kolejką. U starszaków A. wyjeździł się za wszystkie czasy elektrycznymi samochodzikami. Zwłaszcza w niedzielę przed południem zrobił chyba 20 okrążeń i wypróbował chyba wszystkie auta. T. za to pływał na małych pontonowych łódeczkach.
Odkryliśmy też dinozaurowy małpi gaj i świetny plac zabaw z ogromnymi jajami dinozaurów. W małpim gaju zostałam namówiona przez Starszaka na zjazd długą metalową rurą - jak dla mnie przeżycie ekstremalne.
I na koniec numer jeden wyjazdu: PLAŻA z miejscem do brodzenia dla maluchów i dwiema zjeżdżalniami do wody. Fantastyczne miejsce do odpoczynku po zwiedzaniu niemałego parku i po atrakcjach z placów zabaw. Nasi chłopcy wspaniale się tam bawili. Większość niedzieli spędziliśmy właśnie tam. Na kąpielach i gmeraniu w piasku. Bardzo, bardzo nie chciało się wracać do Warszawy, do tygodniowych obowiązków.
Do tego znaleźliśmy świetne miejsce na nocleg. Poddało nam ono kolejny pomysł na spędzenie przyjemnego weekendu na łonie natury. Mianowicie: rodzinny spływ kajakowy Małą Panwią. Kto wie, może jeszcze w tym roku we wrześniu się skusimy.
wtorek, 14 lipca 2015
Uciekający czas
Czas pędzi z prędkością pociągu czy może już nawet rakiety. Czerwiec przemknął mi tak szybko, połowa lipca za pasem. W czerwcu A skończył pięć lat. Od września będzie w zerówce......
Patrzę na mojego chłopczyka i trudno mi uwierzyć, że ten piszczący maluszek tulący się do mnie, potem krągły niemowlak, a wreszcie mały chodziaczek za rok pójdzie już do szkoły.
Patrzę i widzę ile już umie, jaki jest zwinny i szybki, jak wspaniale jeździ na rowerze, jaki potrafi być czuły i opiekuńczy w stosunku do młodszych dzieci: brata, kuzynki, obcych maluchów. Z jaką cierpliwością układa klockowe pojazdy według instrukcji i według własnego pomysłu. Próbuje pisać, bardzo starannie koloruje rysunki, nieźle rysuje.
Patrzę i widzę dużego chłopca. Chłopca, który wkrótce będzie uczył się wielu fascynujących rzeczy, pozna nowe poglądy na życie, zacznie dokonywać wielu wyborów, tych prostych i tych trudniejszych.
Patrzę na niego i cieszę się, że jest, że mogę obserwować jak się rozwija, jak staje się człowiekiem, indywidualnym bytem, kimś....... kto może być kim zechce.
Moją rolą jest wspieranie go, dawanie mu miłości i wsparcia, dawanie wskazówek, podpowiadaniem drogi. Tylko tyle, aż tyle.....
Moją rolą jest wspieranie go, dawanie mu miłości i wsparcia, dawanie wskazówek, podpowiadaniem drogi. Tylko tyle, aż tyle.....
niedziela, 7 czerwca 2015
Nietypowy długi weekend
Plan był taki. Wieczorem w środę pakujemy się, wskakujemy do mojego samochodu i jedziemy do dziadków grabowskich. A co z tego wyszło.....
W środę od rana czułam się średnio, a do tego Starszak kasłał i kasłał. Co prawda dzień wcześniej pediatra stwierdził, że osłuchowo jest OK, ale po styczniowo-marcowych doświadczeniach byłam zaniepokojona. Do tego okazało się, że mąż musi być w piątek w pracy. Ostatecznie postanowiłam, że pojedziemy następnego dnia. Mimo pogarszającego się samopoczucia po południu wyruszyłam z synkami na długi spacer, na dinozaurowy plac zabaw. Bawiliśmy się świetnie. W drodze powrotnej jeszcze graliśmy w piłkę, puszczaliśmy bańki, jednym słowem było spoko. Po kąpieli opadliśmy na kanapę, żeby obejrzeć bajki. I wtedy poczułam się zdecydowanie gorzej. Na szczęście wrócił mąż i doholował naszą dwójkę do łóżek. Ja się powlokłam do swojego łóżka i przeleżałam do rana trzęsąc się i pocąc na zmianę.
W czwartek udałam się na ostry dyżur. I co się okazało???? Mam anginę!!!!!! Na szczęście antybiotyk został dobrze dobrany, zadziałał i od piątku funkcjonuję w miarę normalnie. Czwartek przewegetowałam w łóżku, walcząc z gorączką, bólem głowy, bólem mięśni i dreszczami. Domem i dziećmi zajął się (zresztą świetnie) mój mąż.
Piątek rozpoczęliśmy wypadem na dyżur z kaszlącym Starszakiem, bo kaszel bardzo mu dokuczał. Na szczęście okazało się, że to tylko zaostrzenie alergii. Musieliśmy dołożyć wziewy i jakoś się uspokoiło. Ponieważ czułam się średnio, większość dnia spędziliśmy w domu.
Sobota była trochę sprzątająco-piorąca, ale najpierw z chłopcami na dwór wyruszył tata, po południu ja. Wcześniej odkryliśmy, że za parkiem jest górka, z której się świetnie zjeżdża na rowerze. I obaj szaleli na niej dobrą godzinę. Niemiłosierny żar lejący się z nieba zagonił nas w końcu do domu, ale tam na chłodnej trawie, przez chwilę czułam lato, tak namacalnie....
A dziś pojechaliśmy do Konstancina. Okazało się, że w parku jest impreza. Starszak skakał na dmuchańcach do utraty tchu. Młodszy wlazł do kabiny wozu strażackiego i trudno było go stamtąd wyciągnąć. Obaj próbowali swoich sił na dziecięcym torze przeszkód. Poza tym: graliśmy w piłkę, leżakowaliśmy na trawie, Młodszy doskonalił jazdę na biegówce, Starszy szalał na swoim rowerze. Do tego zjedliśmy smakowity obiad w restauracyjnym ogrodzie.... Same przyjemności lata......
A w temacie odpieluszkowania mamy kilka znaczących sukcesów. Chyba Młodszy powoli zaczyna łapać, o co w tym wszystkim chodzi!!!!!!
Więc długi weekend, choć diametralnie różny od zamierzonych planów okazał się bardzo letni i bardzo udany.
środa, 27 maja 2015
Pożegnanie pieluch
Aaaaaaaaaaaaaa.... I w co ja się wpakowałam, dobrowolnie, bez przymusu.....
Od jakiegoś czasu przymierzaliśmy się do odpieluszkowania Młodego. W sobotę zdjęliśmy opatrunek z rączki, a od poniedziałku T. biega w majteczkach. Na razie aż dwa razy udało się zrobić siusiu do toalety. W pozostałych przypadkach woła: Mama zalane... i pokazuje kałużę na podłodze albo mokre majteczki. Więc od poniedziałku piorę, piorę, piorę, piorę...... i końca nie widać. Na dodatek pogoda za oknem raczej nie sprzyja suszeniu. Ale w końcu T. także odkryje, że sika się do toalety. Nieoceniony jak zwykle jest Starszak, który gotowy jest nawet służyć lekcją poglądową. Jest jeszcze jeden argument ważny dla Młodego.... Do przedszkola Starszaka nie chodzą dzieci w pieluszkach....
niedziela, 10 maja 2015
Majowe wyprawy
Co prawda długi weekend majowy bardzo nas pogodą nie rozpieszczał, ale mimo to udało się nam dojechać na piknik na zamku w Czersku.
A tam czekało sporo atrakcji: pokaz walk rycerskich, rękodzieło średniowieczne, strzelanie z prawdziwego łuku, pyszny chleb ze smalcem, miodem lub dżemem, soki z prawdziwych jabłek, gruszek i porzeczek. Oczywiście też miękka trawa zachęcała do siedzenia i grzania na słońcu, a baszty do wspinaczki i pooglądania okolicy z wysoka. I tu obaj moi synowie mnie zaskoczyli, bo bez stękania i narzekania weszli na obie wieże. T z zawiniętą w gips łapką radził sobie świetnie, wchodził i schodził sam przy małej asekuracji. Starszak też radził sobie świetnie. I bez żadnego narzekania.
Wczoraj skorzystaliśmy ze słonecznej pogody i wyruszyliśmy na piknik do Parku Zdrojowego w Konstancinie. Spędziliśmy tam bardzo przyjemne popołudnie. Był plac zabaw, jedzenie na trawie, gra w piłkę, rower Starszaka. Dopiero perspektywa deszczowych chmur wygoniła nas do domu. A dziś był tradycyjny spacer w kałużach. Oczywiście kompletnie mokre spodnie i woda w kaloszach Młodszego i efektowny błotny rzucik na koszulce Starszaka mówiły same za siebie.
Po południu wybraliśmy się do Muzeum Etnografii. Chłopcy wykazali umiarkowane zainteresowanie historycznymi zabawkami, strojami. Prawdziwe zainteresowanie wzbudziła maszyna do pisania i duży, drewniany traktor z beczkowozem. Udało nam się zrobić łabędziowe origami, a od pana ochroniarza dostaliśmy prawdziwy maleńki latawiec. Na wystawę pisanek nie dotarliśmy.... Cóż chęć zjedzenia lodów była silniejsza. W metrze Młodszy - T. zasnął wtulony w tatusia, więc lody były w wersji sklepowo-domowej. Ale były przepyszne!!!!!
Co do dietetyka, to od piątku jestem na diecie bezjajeczno-bezglutenowej. Nie jest łatwo się przestawić, ale jakoś to będzie....
A co do zdrowia chłopaków, to intuicja mnie nie zawiodła. W końcu marca podejrzane szmery sercowe zawiodły mnie i chłopców do kardiologa. Ponieważ sprzeczne interpretacje echa Starszaka nie przekonały mnie do końca, poszłam jeszcze raz. Tym razem do kardiologa poleconego przez mamę dziecka z poważną wadą serca. I..... okazało się, że Młodszy ma niewielki przetrwały otwór owalny i jest za jakiś do obserwacji. A Starszak ma przetrwały przewód tętniczy i dochodzi nam kolejna poradnia - kardiologia....
A tam czekało sporo atrakcji: pokaz walk rycerskich, rękodzieło średniowieczne, strzelanie z prawdziwego łuku, pyszny chleb ze smalcem, miodem lub dżemem, soki z prawdziwych jabłek, gruszek i porzeczek. Oczywiście też miękka trawa zachęcała do siedzenia i grzania na słońcu, a baszty do wspinaczki i pooglądania okolicy z wysoka. I tu obaj moi synowie mnie zaskoczyli, bo bez stękania i narzekania weszli na obie wieże. T z zawiniętą w gips łapką radził sobie świetnie, wchodził i schodził sam przy małej asekuracji. Starszak też radził sobie świetnie. I bez żadnego narzekania.
Wczoraj skorzystaliśmy ze słonecznej pogody i wyruszyliśmy na piknik do Parku Zdrojowego w Konstancinie. Spędziliśmy tam bardzo przyjemne popołudnie. Był plac zabaw, jedzenie na trawie, gra w piłkę, rower Starszaka. Dopiero perspektywa deszczowych chmur wygoniła nas do domu. A dziś był tradycyjny spacer w kałużach. Oczywiście kompletnie mokre spodnie i woda w kaloszach Młodszego i efektowny błotny rzucik na koszulce Starszaka mówiły same za siebie.
Po południu wybraliśmy się do Muzeum Etnografii. Chłopcy wykazali umiarkowane zainteresowanie historycznymi zabawkami, strojami. Prawdziwe zainteresowanie wzbudziła maszyna do pisania i duży, drewniany traktor z beczkowozem. Udało nam się zrobić łabędziowe origami, a od pana ochroniarza dostaliśmy prawdziwy maleńki latawiec. Na wystawę pisanek nie dotarliśmy.... Cóż chęć zjedzenia lodów była silniejsza. W metrze Młodszy - T. zasnął wtulony w tatusia, więc lody były w wersji sklepowo-domowej. Ale były przepyszne!!!!!
Co do dietetyka, to od piątku jestem na diecie bezjajeczno-bezglutenowej. Nie jest łatwo się przestawić, ale jakoś to będzie....
A co do zdrowia chłopaków, to intuicja mnie nie zawiodła. W końcu marca podejrzane szmery sercowe zawiodły mnie i chłopców do kardiologa. Ponieważ sprzeczne interpretacje echa Starszaka nie przekonały mnie do końca, poszłam jeszcze raz. Tym razem do kardiologa poleconego przez mamę dziecka z poważną wadą serca. I..... okazało się, że Młodszy ma niewielki przetrwały otwór owalny i jest za jakiś do obserwacji. A Starszak ma przetrwały przewód tętniczy i dochodzi nam kolejna poradnia - kardiologia....
Subskrybuj:
Posty (Atom)