piątek, 5 kwietnia 2013

Inaczej

Ostatnio mamy intensywny okres. Najpierw mnóstwo zaległych wizyt lekarskich Starszaka, teraz niekończąca się runda z Młodszym. Chwila spokoju tylko przy usypianiu Młodszego. Czasem trudno mu się zasypia. Wtedy lubi głaskanie po główce. Siedziałam sobie przy łóżeczku, głaskałam maluszka po główce i myślałam jak bardzo inaczej odbieram moje macierzyństwo z Tadziem. Z Andrzejkiem na początku było bardzo trudno. I wcale nie dlatego, że był jakoś szczególnie wymagający, bo nie był. Zero kolek, dwie pobudki w nocy na karmienie, a kiedy kupiliśmy matę edukacyjną, okazało się, że umie się trochę bawić sam, a miał 4 miesiące. To ja byłam problemem. Najpierw poród. Był szybki, jak się okazało, za szybki. Bezmyślne użycie oksytocyny przez położną nasiliło skurcze, tylko że ani ja, ani maluch nie byliśmy na to gotowi. Rezultat - liczne pęknięcia, oczywiście nacięcie obowiązkowo i duża utrata krwi. Do tego zero intymności - wokół mnóstwo ludzi wcale nie związany z moim porodem. Sala wyglądała jak dyżurka położnych. Po porodzie szycie. I absolutny zakaz picia i jedzenia. Myślałam, że umrę z pragnienia. Potem problemy z karmieniem. Miałam sobie radzić sama, choć to moje pierwsze dziecko. Pokarmu bardzo mało, nic dziwnego jak ktoś jest bardzo odwodniony. I położna laktacyjna, która jak już po wielu prośbach przyszła, to uparła się, że mam karmić na siedząco (ciekawe jak przy bardzo obolałym kroczu), potem obejrzała synka, stwierdziła, że leniuszek i nie umie się przyssać. Co z tym zrobić już nie powiedziała. Karmiłam go piersią 10 miesięcy tylko dzięki uporowi i wsparciu mojego męża. Oczywiście pomocy przy obsłudze dziecka też nie można było się doprosić. A potem wielkie zdziwienie, że chcę wyjść do domu już w drugiej dobie, z bardzo dużą anemią i kompletnym brakiem sił. A w domu - z jednej strony ulga, z drugiej strach, niewiedza, zmęczenie, poczucie uwiązania do małej, tak bardzo zależnej ode mnie istotki. I problemów ze szwami ciąg dalszy. Nikt się mnie nie poinformował jak o nie dbać. Zaczęły się rozchodzić, wdał się stan zapalny. Na wizycie kontrolnej w szpitalu położna stwierdziła tylko, że muszę lepiej o nie dbać. To było w piątek. W poniedziałek jakiś bardzo "uprzejmy" lekarz nawrzeszczał na mnie, że jak tak dalej pójdzie to będzie trzeba szyć od nowa. Na szczęście ginekolog prowadzący moją ciążę znalazł inne rozwiązanie. Ale cała ta sprawa ciągnęła się 10 tygodni i kosztowała mnie mnóstwo bólu.  Do tego jeszcze wszechobecne rady, wszyscy wiedzieli lepiej, co powinnam robić. I konflikt z moją mamą, którą poprosiliśmy o pomoc, a która chciała koniecznie być w centrum naszej uwagi. I obraziła się na mnie, gdy tak nie było. Cała ta historia "pomogła" przejściu baby bluesa w depresję poporodową. Obyło się bez leczenia farmakologicznego, ale kilka miesięcy trwało dojście do siebie. I przez te miesiące nie umiałam cieszyć się moim ślicznym, zdrowym synkiem.
Z Tadziem było zupełnie inaczej. Poród w spokojnej intymnej atmosferze. Nie popędzany przez nikogo, choć bardzo szybki 2,5 h), w najwygodniejszej dla mnie pozycji. Znowu miałam założone szwy (stare blizny nie wytrzymały), ale powiedziano mi dokładnie jak je pielęgnować i kiedy się niepokoić. Położne, które pomogły zająć się maluszkiem, gdy ja padłam na nos (anemia i gwałtowne wahania cukru w krwi). Pomoc przy karmieniu piersią. I dokładne badania maluszka. Mały ma zrośnięte paluszki u rąk. Ze względu na to miał dodatkowe badania. Dostałam też od razu skierowanie do odpowiedniej poradni z telefonem i adresem.
Kiedy wróciliśmy do domu, choć hormony szalały i doskwierało poczucie winy, że nie mam tyle czasu dla starszaka, czułam się o niebo lepiej niż przy pierwszym synku. I nadal tak jest. Szkoda że za pierwszym razem tak nie było.

niedziela, 17 marca 2013

Chwila spokoju

Młodszy miał w nocy kłopoty z brzuszkiem. W związku z tym nienajedzony i niewyspany cały ranek protestował, marudził i wisiał na piersi, z krótkimi przerwami na moje śniadanie i wycieczkę do toalety. Czeka mnie chyba dziś dzień piżamowy.

Miałam napisać trochę więcej o Bączku. Jako starszy brat spisuje się bardzo dobrze. Ostatnio np. przybiegł do mnie do łazienki, kiedy Młodszy się zbudził i oświadczył, że "Tadzio jest sam i bardzo ryczy, ale ja go uspokoiłem". Trochę daje nam popalić jego nie, a właściwie NIEEEEEE. Ale ostatnio udaje mi się zachowywać spokój (wzorem naszej niani) i Andrzejek, albo daje się namówić na coś, albo nie ze wszystkimi konsekwencjami swojego wyboru (nie umyję zębów - nie jem słodyczy w "dzień słodyczowy"). A ja się nie upieram, chyba że chodzi o jego bezpieczeństwo albo o bezpieczeństwo Młodszego. I jest spokojniej.

sobota, 9 marca 2013

W czwórkę

Niedługo miną trzy tygodnie życia naszego młodszego synka. T. jest zupełnie niesamowity i taki odmienny od starszego brata. Je jak smok, śpi po trzy godziny w dzień, w nocy zdarza mu się przespać nawet 7-8 godzin, robi fantastyczne miny, uwielbia przytulanie i mówienie do niego i uwielbia kąpiel. Starszak w jego wieku w wanience wrzeszczał tak, że gdybyśmy mieszkali w bloku, to mielibyśmy na karku policję za znęcanie się nad dzieckiem :)). A młodszy - Klusek, jest naprawdę cudnie pulchniutki - leży sobie wygodnie na ręku u taty i się przygląda. Kąpiel jest dla niego bardzo przyjemna. No i tata bardziej zrelaksowany niż przy pierworodnym. Ech, nie ma jak doświadczenie. Przy Bączku bylibyśmy już u pediatry z milion razy: bo nie budzi się w nocy na jedzenie, bo paskudnie odparzona od kiepskich pieluszek pupa, bo się łuszczy, po w nosie furczy, bo wydaje dziwne odgłosy itp. A teraz poszliśmy się tylko zważyć. I gdy okazało się, że przez dwa tygodnie przytył 240g, postanowiliśmy nie zmieniać nic w jego rytmie dobowym.

A Bączek - zachwycony braciszkiem, bardzo dla niego delikatny, bardzo ciekawy. Tylko "bunt dwulatka", wielka chęć stanowieni o sobie bywa trudna. Ale o tym kiedy indziej, bo smok mlekopij właśnie się zbudził.

sobota, 16 lutego 2013

Przerwa

Ponieważ młody sam nie kwapi się do wychodzenia na świat, to jeśli nic się nie zmieni przez weekend, w poniedziałek mam się stawić w szpitalu. Szykuje się dłuższa przerwa w blogowaniu.
WebRep
Ogólna ocena reputacji
Strona nie ma oceny reputacji
(za mało głosów)

niedziela, 10 lutego 2013

Oczekiwanie wcale nie cierpliwe

Termin porodu minął, a ja czekam dalej. Tak, wiem, że termin to tylko wyliczenia, ale moja cierpliwość się kończy. Coraz ciężej nosić jednocześnie brzuszek i trzynastokilogramowy, słodki ciężar - czyli Bączka. Coraz trudniej bawić się z nim na podłodze, ubierać go na spacer, czy lepić bałwana. Coraz ciężej się wyspać, bo każdy obrót z boku na bok to wyczyn. I coraz trudniej zmieścić się za kierownicą samochodu, a  jeździć trzeba - podróż autobusem do szpitala na KTG (około 10 km) to 1,5h z przesiadką, lub 1h + 45min spaceru po śliskim chodniku. Do tego Bączuch ma wysypkę, więc we wtorek ruszam do Warszawy, a taka podróż bez samochodu to min 2h w jedną stronę. Ciężkie jest życie ciężarówki:))

piątek, 18 stycznia 2013

Oczekiwanie

Czekam. Do wyliczonego terminu porodu zostało około 3 tygodni. A ja robię się coraz bardziej ociężała i senna. Królestwo za sen. W nocy ciągle niewygodnie, w dzień mam tylko 1,5h. Później jest niekończące się "mamo.....". I tak do powrotu taty. Choć ostatnio trochę się zmieniło - Bączuch bawi się sam. Opowiada różne rzeczy swoim zabawkom, lubi sam "czytać" bajeczki itp. A ja mam mniejszą zadyszkę i trochę więcej energii. Może już niedługo będziemy w czwórkę?

środa, 2 stycznia 2013

Nowy rok

Hmm. Ciekawe jaki będzie ten nowy rok. Na pewno będzie się działo. Niedługo narodziny naszego drugiego synka. I nasz świat znowu stanie na głowie. A Bączuch awansuje na starszego brata. Potem A. stanie się przedszkolakiem - to dopiero wyzwanie. A my coraz poważniej myślimy o powrocie do Warszawy i kupnie mieszkania. Zobaczymy co się uda z tego zrealizować.

A ja po urodzinach sylwestrowych poczułam się staro. A następnego dnia machnęłam ręką na metrykę i poszliśmy w Nowy Rok na baaardzo długi spacer do parku. I jak zwykle zadziwi mnie mój synek. Łaził po największym lodzie, a fiknął może 5 razy i za każdym razem był to "fik" w pełni kontrolowany. Dzieci są jednak pod tym względem niezwykłe. A dziś za oknem szaro, buro i ponuro. Zima odeszła i chyba nie chce wracać. A ja chętnie pospacerowałabym po śniegu póki jeszcze mam trochę czasu wolnego.