środa, 22 kwietnia 2015

Już w domu

Dziś po prawie dwóch dniach spędzonych w szpitalu na Litewskiej wróciliśmy do domu. Zabieg usunięcia przykurczu w paluszku T się odbył. Tym razem po narkozie wystąpiły małe komplikacje (Młody wymiotował i nie sikał). Mimo to udało się nam dziś wrócić do domu. W piątek mamy się stawić na zmianę opatrunku. Poza tym jeszcze przez 5 dni T będzie łykał antybiotyk. I oczywiście ma prowadzić oszczędzający tryb życia tzn. nie forsować ręki w opatrunku. Powiedzieć łatwo, wykonać w przypadku energicznego dwulatka znacznie trudniej. Ale w końcu cuda się przecież zdarzają :))))

Starszak od poniedziałku wrócił do przedszkola. Bardzo jest z tego zadowolony. Znowu są koledzy, koleżanki i ulubione zajęcia: trening piłki nożnej. A dziś była wycieczka do stadniny. Synkowi bardzo się podobało w stajni. I nawet jeździł na koniu!!!!!!! Dla mnie totalny szok. Starszak do tej pory raczej podchodził do takich dużych zwierząt z respektem i bardzo ostrożnie skracał dystans. To, że zdecydował się na przejażdżkę, jest bardzo dużym krokiem naprzód.

A na koniec.... Jaka jest zaleta posiadania przez długi czas opatrunku na jednym ręku???? Oburęczność!!!

sobota, 18 kwietnia 2015

Co u Nas słychać

Słychać głównie kichanie A - Starszak ma alergię na coś w powietrzu (brzoza???). Kicha i smarcze od tygodnia. Na początku przestraszyliśmy się, że załapał jakiegoś wirusa, akurat tuż przed operacją Młodszego. Na szczęście to tylko alergia. Na szczęście dla Nas, bo on nie jest szczęśliwy z zatkanym nosem. A że nie znosi psikania do nosa, to jest nieszczęśliwy podwójnie.

Słychać też głosik Młodszego - głównie: Nie, Ja, Siam. Śmiejemy się, że na razie powinien się przedstawiać:"Jajo Siam". Cóż T wszedł już w wiek odkrywania samodzielności, a ja muszę się przyzwyczaić, że w domu nie ma już niemowlaczka, a jest niezależny mały człowiek.

A ja powoli ogarniam badania lekarskie chłopaków, badania lekarskie moje, przygotowania do operacji Młodszego, umawianie wizyt Małżona, samodzielne ogarnianie domu (Ania będzie z nami tylko do końca maja). Trochę się jeszcze nie zorganizowałam, ale praktyka czyni mistrza.


czwartek, 26 marca 2015

Pora na bycie mamą

Stało się. 
Od jakiegoś czasu dojrzewałam do tej decyzji. Problemy zdrowotne A przyśpieszyły ją tylko. 
Od kwietnia jestem w domu na cały etat. Zrezygnowałam z pracy. Nie wiem na jak długo, może kilka miesięcy, może dłużej. Decyzja nie była łatwa. Uwielbiam swoją pracę, lubię dziewczyny z zespołu, z prawdziwą przyjemnością zastąpiłabym naszą panią kierownik na czas urlopu macierzyńskiego. A perspektywa spędzania czasu tylko w towarzystwie dwóch małolatów mnie przeraża. Ale muszę zająć się chłopcami, ich sprawami, ich zdrowiem. Nie mogę tego robić, kiedy chodzę do pracy na zmiany i odpowiadam za zespół. Mam tylko nadzieję, że nie oszaleję w domu.


poniedziałek, 9 lutego 2015

Wpis specjalny - dzieło A!!!

edxcfggttruykjhgfdxvbhujjki9op--[kiuytrewsazxcvbbnnnnnnnnnnnmmmmmmuuutoplkjhgffdssqaaaaaassssssssxcdfrewhgbvcxzdsfgbhjbhbvbvbbvbnjvbhvbbvbhrgrfrgdhedhgrtggtdfddsaazzxxddssjkkkkkkkkkllllllllmmmmmm111223344455556666666667777777788899000000000000000000000000000000poiuytrewquuuuuuuyyyyhhhh   tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyhhhhhhhhhhhhhhhhhuuuuuuuuuunnnnnnnnnnnnnnmmmmmm                                iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii                                                bvcxzsawqq                








\\\\\\\



nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnm,mmmmmmmmmmkkkkkkkkkkkkkkkkkkklllllllllllllllllllllllllllllppppppppppplllllllkkkkkkkkkkkkkkkkkjjjjjjjjnnnnnbbbbbbbbbbbbbbvvvbvbvbbvvvvvvbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbvvvvvv   bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbgggggggggggfffffffttttttrtttrrrreeewwsza


















  b        mnbgfrwqrttyyygffddwaaaaaaaaaaaaaxxxxxxxxxxxxkkkkkkkkkkkxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxsxssssssssssssssaaaaaasssssfffffffffffffffffggggggggggghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjjj        fffffffffdddddddddddsssssssssaaaaaaaaaavvc





''';;;;;;;;;;;kkkkkkjjjhhhhhttttttttrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr      hgbvcxzasqw21234567890mnvcxzfw

Rok 2014

Pokuszę się o małe podsumowanie poprzedniego roku. Obfitował on w liczne zmiany i zwroty akcji w naszym życiu.

Styczeń - zaczynamy remont naszego warszawskiego lokum. Mnożą się pomysły, plany. Chcemy maksymalnie wykorzystać możliwości lokalu i dostosować go do naszych potrzeb. Mamy ekipę remontową, która bardzo dobrze się spisuje. Nasze nowe mieszkanie zaczyna powolutku zmieniać się tak, żeby sprostać oczekiwaniom. Poszukujemy bardzo intensywnie materiałów na podłogi i ściany. Nie jest to łatwe przy dwójce maluchów - głównie szperamy w internecie. Pod koniec stycznia mamy pierwszą dużą awarię: mąż, A. i T. są chorzy a mnie psuje się ogrzewanie w samochodzie. Zanim je naprawią jeżdżę na 14-stopniowym mrozie bez ogrzewania. Śmieję się, że będę dobrze zakonserwowana.

Luty - remont trwa nadal. Nasze mieszkanie powoli zaczyna przypominać nasze wymarzone. Dobieramy kolory płytek, ścian, wybieramy sprzęty do łazienek. Chłopcy nadal chorzy. Mąż po prawie miesięcznym wożeniu się z suchym, nieustającym kaszlem zmienia doktora. Nowy - Francuz- daje mu sterydowy wziew i wreszcie powoli kaszel cichnie. Świętujemy pierwsze urodziny T.!!!! Pojawiają się też pierwsze problemy z moim powrotem do pracy po urlopie rodzicielskim. Moja szefowa wyraźnie nie widzi mnie już w zespole,  Szkoda tylko, że nie mówi mi tego wprost.

Marzec - T wreszcie zdrowy, A. kaszle nadal. Według pediatrów to normalne, według nas nie. Zastanawiamy się co z tym zrobić. Remont się kończy. Zostały nam meble kuchenne, szafa wnękowa w łazience oraz zabudowa przedpokoju i garderoby. Tak mamy garderobę, a właściwie schowek na wszystkie przydasię, czasem używane tylko raz do roku, ale niezbędne. Planujemy przeprowadzkę i w związku z moim powrotem do pracy szukamy niani dla T. Z powodzeniem - w naszym domu pojawia się ciocia Ania.

Kwiecień - zabudowa kuchni i reszta ciągnie się niemiłosiernie. Nasza przeprowadzka w kwietniu nie ma szans. Na Wielkanoc wyjeżdżamy do Grabówki, żeby na trochę oderwać się od tego zamieszania. Po powrocie w pracy dostaję propozycję nie do odrzucenia: albo wracam na cały etat, albo na pół. O skorzystaniu z prawa powrotu na część etatu i rocznej ochronie nie ma mowy. Teoretycznie mogę się uprzeć i szarpać z szefową jeszcze rok, ale uznaję, ze gra nie jest warta moich nerwów i wracam na cały etat. Czekam na ruch szefowej. I 30 kwietnia dostaję wypowiedzenie z pracy. Na początku jestem wściekła, potem macham ręką.

Maj - to przede wszystkim przeprowadzka. Nowe mieszkanie, nowe otoczenie, nowy plac zabaw. Dużo jak dla czterolatka i półtoraroczniaka. Moc atrakcji. A ja zaczynam myśleć poważnie o nowej pracy. Wypowiedzenie kończy mi się 31 lipca. Szukam przedszkola dla A. w Warszawie. A. wreszcie kończy kaszleć na wziewach.

Czerwiec - to 4 urodziny A. Poznawanie nowych miejsc do zabawy, moje i A. perypetie ze zdrowiem.Dalej urządzamy się i zagnieżdżamy w nowym miejscu. Zmieniamy też panią od SI.

Lipiec - nowe przedszkole A. Pod dwóch miesiącach okaże się, że to zupełnie nieodpowiednie miejsce dla naszego nadwrażliwego słuchowo synka. Z okazji końca pracy wyduszam z szefowej całe 4 dni urlopu. Jest zaskoczona tym, że odchodzę. W końcu jest środek sezonu urlopowego.

Sierpień - nowa praca w korpo. Przenoszę się do apteki sieciowej. Na początku jest ciężko, ale szybko ogarniam sprawę. Pierwsze niepokojące objawy w zachowaniu A. Jeszcze nie łączymy ich z przedszkolem. Powoli kończymy meblowanie mieszkania. Wypad na długi weekend do JuraParku w Bałtowie (marzenie naszego starszego synka).

Wrzesień - operacja T. Jakoś przechodzimy przez szpital, operację, opatrunki, biegunki i inne atrakcje. Szukamy nowego miejsca dla A., który po swoim nowym przedszkolu jest nadreaktywny i strasznie boi się jakiejkolwiek krytyki ze strony rodziców. Na takie sytuacje reaguje wielkim płaczem. Wreszcie jestem w docelowym miejscu pracy.

Październik - A. okrzepł w nowym przedszkolu - jest coraz lepiej. Rusza apteka, w której pracuje do teraz. Pojawia się pierwsza myśl o wynajmie naszego starego domu.

Listopad - Wypad na parę dni do Grabówki. Pierwsze katary przedszkolne. Pierwsze przedstawienie w przedszkolu, A. złagodniał, coraz częściej się śmieje. Jest twórczym, cudownym pogodnym chłopczykiem. Znajdujemy chętnych do wynajmu domu.

Grudzień - pierwsza choinka w Warszawie. A. ma problemy zdrowotne. Walczymy z nimi do dziś. Wypady na sale zabaw i w inne miłe miejsca rekompensuje kiepską zimę. Święta spędzamy w Grabówce. Rok kończymy chorobą A. i moim mega katarem. Oraz umową na wynajem naszego starego domu.


Jak widać zmian mnóstwo. Z perspektywy widzę, że wszystkie wydarzenia i problemy były po coś. Najczęściej po to, żebyśmy przyjrzeli się uważniej jakiejś części naszego życia.

czwartek, 5 lutego 2015

Domowy szpital

Miałam napisać o podsumowaniu roku 2014 i naszym wyjeździe na narty. Ale dziś będzie o chorobach. A po tygodniu w przedszkolu złapał coś, co zwaliło go z nóg w sensie dosłownym. W sobotę wydawało się, że ma tylko katar. W niedzielę dołączył spory kaszel, więc pojechaliśmy do lekarza się osłuchać. Oskrzela OK, leczenie objawowe. W poniedziałek dołączyła gorączka, kompletna blokada nosa i ropny wyciek z oczu. Kolejna wizyta lekarska - oskrzela nadal OK, uwaga na lewe ucho. Dorzucamy Mukofluid, bo z nosa nic nie idzie. Wczoraj gorączka zmusiła nas do ponownej wizyty. A dostał antybiotyk. Wczorajszy dzień przeleżał z 39-stopniową gorączką, ledwo ustępującą po lekach, z kompresem na czole. Niewiele jadł. Dziś antybiotyk zadziałał, bo A wrócił humor i mam nadzieję apetyt.
Do chorującego teamu dołączył dziś mój mąż z anginą i antybiotykiem oraz T z mega kaszlem - idziemy dziś do lekarza. Ciekawe czy ja tym razem też polegnę? I kto wtedy będzie ogarniał dom?

niedziela, 4 stycznia 2015

Nowy rok

Hm.... Jakoś nie mam serca do postanowień noworocznych. Będzie jak będzie. To na co mam wpływ pewnie się uda. To na co wpływu nie mam i tak się nie zmieni. Na razie bateria leków przypomina mi o tym, że w domu mamy dwoje chorych i trzeciego na najlepszej drodze do... Idę wziąć gorącą kąpiel i wskakuję do łóżka.

Na podsumowanie intensywnego roku poprzedniego przyjdzie czas kiedy odetka mi się nos...