sobota, 5 kwietnia 2014

Wiosna

Wiosna to czas zmian.

Zmiany w życiu rodzinnym: intensywnie poszukujemy opiekunki dla T. Dziś i jutro mam spotkania.  Zobaczymy co z nich wyniknie.
Wiosna to także pomysł na nową szatę strony. Zmieniłam szablon na bardziej pogodny. Chyba pora już wyjść z mroku i zacząć dostrzegać tu i teraz.  Zostawić za sobą przeszłość.

Ale ta wiosna to też nowy etap dorosłości.  Niedawno mój tata był w szpitalu.  Na szczęście okazało się że sprawa nie jest bardzo poważna.  Musi zadbać o kilka spraw i powinno być w porządku. Jednak ta sprawa uświadomiła mi, że moi rodzice już wkrótce będą potrzebować mojej pomocy. A ja z ich dziecka stanę się ich opiekunką. Trochę dziwnie się czuję w nowej dla mnie roli.


środa, 19 marca 2014

Chorowanie

I znowu Starszak ma katar. Od końca stycznia mogę policzyć na palcach jednej ręki dni, kiedy był w przedszkolu. Wiem, wiem, pierwszy rok tak zazwyczaj wygląda. A. musi się uodpornić na zarazki inne niż domowe. Ale to jest strasznie męczące i dla nas, i dla niego. Choćbym nie wiem jak chciała, to w domu zaczyna mu brakować towarzystwa kolegów. I niestety, Młody też łapie wszystko od brata. Ech....... niech już nadejdzie ta wiosna. 

A poza chorowaniem musimy odwiedzić alergologa, bo mam wrażenie, że Starszakowa trudność w usiedzeniu na miejscu spokojnie to nie tylko kwestia zaburzeń SI, ale również problemy ze skórą. Do tego doszły kłopoty z przewodem pokarmowym. Ja sądzę, że może to być kontynuacja alergii na białko mleka krowiego. Ciekawa jestem czy nasza alergolog coś nam na to poradzi.

Ale chorowanie A. ma też swoje dobre strony. Chłopcy mają czas na integrację i interakcje ze sobą. A. uczy się co lubi brat, co potrafi (a umie już sporo), że czasem fajnie się z nim bawi. Ale też, że mama jest jedna a ich dwóch, więc czasem trzeba poczekać. T. uczy się, że nie wszystko można dotknąć, dostać do rączki, że brat czasem woli być sam i trzeba to uszanować. I jeszcze ja mam teraz czas na samodzielne ogarnianie dwóch smyków oraz domu czyli "praktyczne zajęcia" z dwójki dzieci na głowie. Więc chorowanie Starszaka też może być pożyteczne.

sobota, 1 marca 2014

..... wciąga mnie wir....

Właściwie to wciągnął mnie całkowicie. To wir urządzania naszego mieszkania. Dziś w ekspresowym tempie wybieralismy lampy. I prawie się udało. Do naszej sypialni, salonu i obu łazienek mamy komplet oświetlenia. Do sypialni chłopców brakuje górnej lampy, do kuchni i przedpokoju też. Nie byliśmy przekonani do naszego wyboru i odłożylismy poszukiwania na jutro. I dobrze. Przekonałam się, że nasze wybory są trafne, więc jeśli coś nam nie do końca pasuje, to lepiej poszukać czegoś innego. A jutro też jest dzień. 
Niestety nie mam czasu na spokojne wylegiwanie w łóżku i mój "przyjaciel" katar ani myśli sobie pójść.  Wczoraj lekarz mnie pocieszal, że w końcu minie i katar, i chrypka. A mój synek powiedział,  ze kiedy się przeprowadzimy, będę już zdrowa. Tylko, że do przeprowadzki minimum dwa miesiące!!!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Katar

Nie lubię kataru!!!!!!!!!! Nie cierpię, nie znoszę, nie lubię i już!!!! A najbardziej nie lubię go, gdy sama muszę opiekować się dwójką zdrowiejących dzieci. Ich rozsadza energia, ja najchętniej zaległabym pod kocykiem, oni chcą się bawić, ja marzę o odpoczynku, oni proszą o bajki i piosenki, ja tracę głos, a po czytaniu jednej bajki mam atak kaszlu grożący wypluciem płuc. Nie cierpię kataru!!!!

sobota, 22 lutego 2014

Chory facet w domu

Chorujący domownicy marudza, męczą się w domu i wymagają stałej uwagi.  Dzieci rozumiem, bo co to za przyjemność mieć katar, kaszel i jeszcze wychodzące opornie zęby u Młodego lub kaszel i brak spacerów u Starszego.  Ale Chorujący mąż to plaga większa niż dziesięć plag egipskich.  Nie dość, że  smarcze i kaszle, to jeszcze marudzi. Tak wiem, że chorowanie nie jest fajne. Ale dorosły facet do licha nie jest trzylatkiem i stałe narzekanie i foch na początku budzą moje rozbawienie,  ale po kilku dniach zaczynają wkurzac. Tak  wiem, mamy nie chorują,  choć czasem marzą o wskoczeniu pod kołdrę,  jeśli mają katar, kaszel, głowa pęka z bólu,  a jeszcze trafił się okres. Ale mama nie może wylac swojej frustracji,  bo na kogo, na dzieci przecież nie. Na męża,  to usłyszy,  że przecież jest chory i opieka nad dwójką dzieci przez  2 lub 3 godziny jest ponad jego siły. Ech ulało mi się dziś.  Od miesiąca chłopcy są chorzy, . Mam serdecznie dość jeczenia i marudzenia dwóch maluchów, marudzenia męża i braku zrozumienia. Mam dość nie sprzątania poswoich posiłkach,  zostawiania wszystkiego na mojej głowie i   oczekiwania,  że nie pisne słowa,  gdy on poraz kolejny jest nieprzygotowany do wyjazdu, bo zapomniał o paliwie, karcie bankomatowej lub wstawić cokolwiek. MAM DOŚĆ !!!

środa, 5 lutego 2014

Intensywny czas

Styczeń był dla nas bardzo intensywnym miesiącem. Zaczęliśmy remont naszego mieszkania. I pochłonęły nas poszukiwania gresu, glazury, sprzętów do łazienki itp. Sprawa niełatwa, nawet gdy można poświęcić na poszukiwanie i wybieranie całą sobotę. W naszym wypadku było bardziej ekstremalnie. Starszaka udało się podrzucić naszej nieocenionej Babci Warszawskiej lub niani, ale Młodszy twardo odmawiał porzucenia mamy i tylko raz się to udało. W związku z tym byliśmy bardzo zmotywowani, aby wybrać szybko. Wybór udany - podłoga w kuchni i przedpokoju wygląda pięknie. Przy okazji bardzo doceniłam sklepy internetowe. Zakupy z kanapy oszczędzały czas.
A w sytuacji pogromu chorobowego uratowały sytuację. Bo koniec stycznia i początek lutego to pogrom chorobowy. Zaczęło się niewinnie. Mały katar u Starszaka. Po 6 dniach roznosił dom, kataru brak, więc puściłam go do przedszkola. W piątek 24 stycznia po balu przebierańców słychać było pierwsze oznaki choroby, która rozwinęła się do środy w początek zapalenia oskrzeli. Więc pierwszy w życiu antybiotyk. Poprawa nastąpiła szybko, ale, żeby nie było za łatwo, po trzech dniach brania antybiotyku Starszy dostał takiego uczulenia, że skończyło się sterydowym zastrzykiem. Zmiana antybiotyku przyniosła niewielkie uczulenie na buzi i .... biegunkę. No cóż jak nie wysypka to sraczka :)). Poza tym A. furczał i świszczał, więc do antybiotyku doszły leki wziewne. Dobrze, że nie mam kłopotu z namówienie go do inhalacji. Niech żyją bajki-oglądanki!!!!!
W międzyczasie Młodszy dostał gorączki i po fatalnym środowym poranku wezwałam lekarza do domu. Diagnoza - infekcja górnych dróg oddechowych + stan zapalny uszu. Młody dostał antybiotyk i przykaz oczyszczania nosa. Ale katar wcale nie zamierzał nosa opuszczać. Dopiero 2 dni z Mucofluidem rozluźniły go i Młodszy odzyskał oddech przez nos. Pierwsze dwie noce przespaliśmy w pozycji półleżącej ze stałym dostępem do piersi. Mały ssak koił w ten sposób swoje cierpienie i nadrabiał niejedzenie w dzień. Jakie to szczęście, że nadal karmię T. piersią. Nie musiałam martwić się, że Młodszy nie chce nic jeść oprócz mleka. Żadnych butelek, wyparzania, odmierzania itp. Mleko gotowe i na każde zawołanie.
W weekend po wizytach kontrolnych chłopaków rozłożył się Mąż. Okazało się, że ma zapalenie płuc. Więc antybiotyk i stały pobyt w domu. Wszystkie obowiązki zewnętrzne spadły na mnie. A ja też na antybiotyku, bo męczący mnie od tygodnia kaszel nie zamierzał przejść sam. Ale czy ktoś z Was widział mamę, która ma czas pochorować?
I tak od 24 stycznia chorujemy, chorujemy i końca nie widać. A za oknem, jak na złość wspaniałe słońce. Pogoda wprost wymarzona na spacery.

niedziela, 12 stycznia 2014

Małe podsumowanie

Rok 2013 obfitował w zmiany. Jedne postawiły nasz świat na głowie,  inne zmieniły go tylko trochę.  A oto najważniejsze z nich:

1. narodziny naszego młodszego synka.  Urodził się w lutym,  w środku śnieżnej  zimy.  Wkrótce skończy pierwszy rok życia. Jest już całkowicie mobilny, choć porusza się na czworakach. Coraz bardziej rozkręca siebie z dźwiękami.  Próbuje tez wspinać się na nas, ale jeszcze nie wstaje. Jest z niego kawał chłopa.  Wygląda na 2, 3 miesiące starszego niż jest.

2. rozpoczęcie chodzenia do przedszkola przez naszego starszego synka. Starszak rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem w końcu sierpnia i nawet szybko mu się spodobało.  W miarę szybko wszedł w grupę,  zaakceptował opiekunów,  miejsce, rozkład dnia. Zawarł przyjaźnie. I bardzo się rozwinął i manualnie, i wokalnie, i pamięciowo, i społecznie.  Choć początki do łatwych nie należały.  Ale najważniejsze, że się udało.

3. kupno mieszkania w Warszawie. Najpierw poszukiwania czegoś przyjemnie wyglądającego, niedrogiego i dostępnego. Potem notariusz, bank, księga wieczysta, urząd skarbowy, urząd dzielnicy itp. Fura papierkowej, marudnej roboty. A teraz remont i urządzanie.

4.  zdiagnozowanie zaburzeń integracji sensorycznej u Starszaka. Rozpoczęliśmy terapię i pracujemy w domu. I wydaje mi się,  że są duże zmiany. Na lepsze.

 Ciekawe co przyniesie ten rok???