poniedziałek, 21 stycznia 2019

Styczeń

Czas płynie jednocześnie powoli i szybko.
Płynie powoli, gdyż dni szarobure, słońce rzadko wychodzi, a śniegu brak.
Wykorzystaliśmy okazję do pozjeżdżania na nowych sankach i chętnie jeszcze pokorzystamy z zimy. Tylko niech ten śnieg znów się pojawi. Bardzo nam go brakuje.
Dłuży się też czekanie na ferie, zwłaszcza że w ostatnim tygodniu semestru mnożą się sprawdziany, plakaty i prezentacje.

Płynie szybko, szczególnie dla mnie. Minął już prawie cały pierwszy miesiąc roku. Czasem nie wyrabiam na zakrętach, czasem zasypiam punkt 21.00, a czasem nie mogę zasnąć. W domu piętrzy się pranie, hodują się piękne kurzowe koty, a łazienka sama za nic nie chce się sprzątnąć. 
A ja wybieram czytanie niesamowitych książek Joanny Bator, kieliszek wina w towarzystwie męża,  koncert Nightwish w YouTube czy oglądanie meczu snookera. Jakoś tak dopadło mnie zwolnienie tempa.
W końcu zima, a zimą wszystko trochę zwalnia.
Nic to, na feriach z nartami rozruszanie się na pewno.

sobota, 5 stycznia 2019

Łyżwy

Dzis zainaugurowaliśmy sezon łyżwiarski.
Zobaczymy na ile starczy nam zapału. Na razie chłopcy zaliczyli pierwszą jazdę z instruktorem.
Andrzej doskonali technikę, Tadzio przekonał się, że równowaga na łyżwach istnieje naprawdę 😉.
Za tydzień powtórka.

Za mną dwa trudne dni w pracy. Pogrążone w oparach kataru i kompletnego chaosu. Chaosu, który wzbudza we mnie nieodpartą chęć obrócenia się na pięcie i porzucenia na rzecz normalnie wyglądającej apteki.
Na szczęście katar trwa zazwyczaj tydzień, a z decyzją o zmianie poczekam, aż mózg i nos odpoczną.



poniedziałek, 24 grudnia 2018

Święta

Najlepsze życzenia świąteczne.
Oby ten czas był pełen miłości, czasu spędzonego z najbliższymi i radości.
Nawet jeśli nie wszystko poszło zgodnie z przedświątecznym planem.
Bo i tak najważniejsze jest to, co mamy w naszym sercu

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Wspomnienia jesienne

Skoro wszyscy wspominają, powspominam i ja. Co prawda jesień a nie lato, ale piękną, pełną słońca i kolorów.

Nadnarwiański Szlak Schronów Bojowych i Skansen Kurpiowski w Nowogrodzie były naszym celem spontanicznej wycieczki w połowie października.
W pewną bardzo słoneczną sobotę Mąż rzucił hasło, że szkoda pięknej pogody i w ekspresowym tempie zorganizowaliśmy wycieczkę na Podlasie. W niedzielę około 8.00 rano wyruszyliśmy do Nowogrodu. To nieduże miasto, położone nad Narwią.

Na pierwszy ogień poszedł skansen, przepięknie położony na zboczu stromej skarpy nadrzecznej. Z góry rozciąga się wspaniały widok na koryto Narwi i Pisy. W kolorach jesieni wyglądały tak....




Zjedliśmy drugie śniadanie na trawie i ruszyliśmy oglądać chaty, zabudowania gospodarcze, spichlerze, wiatrak, młyn i piękną, starą, drewnianą łódź. Łódź to najstarszy zabytek skansenu, ma około 1000 lat. Pozostałe budynki to XVI wiek i później.
Do niektórych chat można było wejść. Bardzo nas to zainteresowało, bo nieczęsto można zobaczyć oryginalne sprzęty czy meble.
Obejrzeliśmy sobie izby mieszkalne i gospodarcze, umeblowanie, różne sprzęty domowe, a nawet zabawki.
Sprawdziliśmy jak wygląda w środku młyn wodny, gdzie wsypywano ziarno, gdzie pojawiała się mąka i otręby.
Widzieliśmy warsztat olejarski z wytłaczarnią oleju (głównie lnianego).
Obejrzeliśmy też wnętrze kuźni: piec, miech, kowadło, różne wyroby kowala.
Wiemy też dlaczego spichlerze stawiano na tzw. grzybkach, czyli drewnianych słupkach, szerszych u góry niż u dołu.







Od razu zastrzegam, że autorów zdjęć była czwórka :))

Po intensywnym zwiedzaniu przyszedł czas na obiad. Ale zanim wybraliśmy się na pizzę, dotarliśmy do pierwszego schronu, położonego tuż nad Narwią. Schron był świetnie zachowany, niezniszczony. Położony w strategicznym miejscu, tuż przy moście. Niestety można było oglądać go tylko z zewnątrz. Schronu ze wzgórza pilnuje pomnik-czołg. 





A po obiedzie i obowiązkowych lodach ruszyliśmy na poszukiwanie pozostałych schronów. Jest ich 11, w różnym stopniu zniszczonych. Najbardziej zniszczone są te, które broniły Narwi.
Łatwo nie było, gdyż mapy nie mieliśmy. Ratował nas Internet i własna intuicja. Żałowaliśmy bardzo, że nie mamy latarek, bo wewnątrz schronów było ciemno i czyhały różne niespodzianki np, dziury, wystające pręty zbrojenia, rury.
W sumie znaleźliśmy siedem schronów, w tym dwa niezniszczone, do których można było wejść. Ósmy widzieliśmy z daleka,  ale zabrakło już czasu, by podejść bliżej.

Oprócz schronów podziwialiśmy jesienne kolory. Nie wiem, czy zdjęcia oddadzą w pełni kolory i światło, ale........





czwartek, 8 listopada 2018

Niedzielna włóczęga

Przedostatnia sobota października szczelnie wypełniona była zajęciami. Za to w niedzielę, po mszy świętej dla dzieci postanowiliśmy skorzystać z ciepłej i słonecznej pogody.
Najpierw, dla siły wzmocnienia wylądowaliśmy we włoskiej restauracji na Saskiej Kępie. Po bardzo smakowitym obiedzie i deserze rzecz jasna, ruszyliśmy na powolny, niedzielny, jesienny spacer do Parku Skaryszewskiego.
Park Skaryszewski jest niezwykłym miejscem. Gdy pójdzie się alejką w głąb parku, można zapomnieć o tym, że to środek Warszawy. Dokoła drzewa, krzewy, trawniki, alejki, tajne przejścia między krzewami, woda. Gdzieś w oddali  tylko słychać słaby szum samochodów, autobusów i tramwajów. 
Ten park to idealne miejsce do zabawy dla dwóch bardzo ruchliwych chłopaków. A także wypróbowane miejsce na przetrwanie upalnego lata w mieście. Wspaniałe kolory oczywiście do kompletu. Zresztą sami zobaczcie.....










Taki spacer bardzo mi był potrzebny po długim, intensywnym tygodniu.

sobota, 3 listopada 2018

Listopad

Za oknem szarawo.
Przymglone, lekko rozmyte, kolory żółci, czerwieni, brązu.
Wszystko zasłonięte mgiełką deszczu czy mżawki.
Listopad - podobno najbardziej depresyjny i melancholijny miesiąc roku.
Dla mnie z jednej strony trudny do zniesienia brak słońca, zwolnienie tempa, mnóstwo pracy w pracy.
Z drugiej znak by zwolnić, uporządkować przestrzeń wokół siebie, pobyć w domu.
By z wiosną znów rozpocząć intensywne życie, zwiedzać okolicę bliższą i dalszą, grać w piłkę i badmintona, robić pikniki i rajdy rowerowe, spotykać znajomych na świeżym powietrzu.
Potrzebne jest nowe. Pomysł, który rodzi się powoli, w ukryciu, jak ziarno obumierające pod kołderką ziemi, by wiosną zmienić się w nową roślinę.

sobota, 13 października 2018

Jesienne światło

Październik to już prawdziwa jesień.
Choć za oknem słońce a temperatury letnie, jest coś, co należy tylko do jesieni. To kolory nieba i światło.
Niebo ma właściwy tylko dla tej pory roku błękit. Jasny, lekko przydymiony. Taki.... jesienny.
Światło miękkie, przefiltrowane, trochę melancholijne. Daleko mu do letniej intensywności i jaskrawości.
Światło ulubione, delikatne, łaskawe dla oczu pracujących z ekranem komputera, w sztucznym blasku halogenowych żarówek, często grubo po zmroku.
Teraz wolę delikatne punktowe kinkiety, lampki nad kuchennym blatem czy w okapie.
Teraz wolę ciepłe światło świec. Miękkie, łagodne dla oczu.
Jesień......