Już zapomniałam, jak się prowadzi duży samochód. Przyzwyczaiłam się do małych gabarytów, braku udogodnień i żonglowania kluczami, Bączkiem i torebką przy otwieraniu drzwi do Kii (pieszczotliwie zwanej Żabą). I oto dostał mi się nowy samochód. Centralny zamek (duża wygoda), ABS, świetne wspomaganie kierownicy, w ogóle "full wypas". Tylko gabaryty trochę mnie przerażają. Ale jakoś się przyzwyczaję. Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja.
Z nowości Bączek coraz więcej mówi, bardzo trzeba uważać na słowa, bo powtarza słowa zasłyszane jak papużka. Ulubione przeze mnie "ogólo" czyli ogórek.
A druga wiadomość jest gorsza. Nasz synek na 90% ma Atopowe Zapalenie Skóry czyli AZS. Na szczęście nawet przy zaostrzeniu objawów nie ma tragedii, ale muszę trochę się w tym względzie dokształcić. I skonfrontować diagnozę. Choć większość objawów się zgadza. Na szczęście 90% osób wyrasta z tego po 5 roku życia.
niedziela, 26 lutego 2012
niedziela, 12 lutego 2012
Życie w pędzie
Od początku lutego wróciłam na pełen etat w pracy. I już odczuwam to dość mocno. Doszło mi dużo nowych obowiązków. Na szczęście bardzo lubię swoją pracę i mam do niej stosowny dystans.
W domu też mnóstwo się dzieje. Przez ostatni tydzień przychodziła do nas nowa niania Irenka. I została zaakceptowana przez Bączka. Byłam zaskoczona. Już drugiego dnia siedział u niani na kolanach i czytali książeczki. A w czwartek i w piątek zostali sam na sam. I było dobrze. Baaardzo się cieszę. Troszkę obawiałam się, że nie pójdzie tak gładko, ale przekonałam się, że mój synek jest bardzo otwartym dzieckiem. I ma poczucie bezpieczeństwa, wie, że mama zawsze wraca o określonej porze.
Teraz czeka nas tylko trochę zamieszania z lekarzami i z odbiorem samochodu. Może marzec będzie spokojniejszy. Dobrze, że mimo mrozu jest wspaniałe słońce. Spacer około pół kilometra do pracy pozwala mi naładować akumulatory i cieszyć się wspaniałymi zimowymi widokami
niedziela, 5 lutego 2012
Sztywniak
Zgodnie z tradycją w porach zimnych dopada mnie irytująca sztywność stawów w noga i rękach. Ręce są bardziej dokuczliwe, bo trudno złapać cokolwiek sztywnymi palcami. Więc choć naprawdę pogoda za oknem cudna, świeci słońce, śnieg skrzy się, a niebo całkiem bez chmur, to z niecierpliwością oczekuję wiosny.
Bączek staje się coraz bardziej rozmowny. Powtarza wyrazy, czasem po swojemu, czasem po polsku :)). Myślę, że na wiosnę będziemy mieć w domu małego gadułę. Muszę kończyć, bo odgłosy z dziecinnego pokoju zwiastują koniec drzemki.I oczywiście koniec ciszy w domu.
Bączek staje się coraz bardziej rozmowny. Powtarza wyrazy, czasem po swojemu, czasem po polsku :)). Myślę, że na wiosnę będziemy mieć w domu małego gadułę. Muszę kończyć, bo odgłosy z dziecinnego pokoju zwiastują koniec drzemki.I oczywiście koniec ciszy w domu.
czwartek, 2 lutego 2012
Nowy miesiąc - nowe wyzwania
Luty zgodnie z przewidywaniami przyniósł wyzwanie już na początku miesiąca. Moja mama się rozchorowała i musimy sobie sami radzić z opieką nad Bączkiem. Na szczęście Sławek może się ni opiekować przez 2 dni, ale i tak musiałam wziąć wolne. A to przy czteroosobowej obsadzie i mrozie, który kasuje akumulatory jest nie lada wyzwaniem. Od poniedziałku przychodzi do nas niania na okres próbny. Zobaczymy czy ta opcja wypali.
Bączek ostatnio rozśmieszył mnie do łez dwiema rzeczami. Dziś wieczorem próbował chodzić w moich kapciach. Wyglądało to genialnie, niestety nie udało się tego nagrać. Wielka szkoda!!!!. A druga rzecz: Bączek oglądał uważnie swoją jeżdżącą kaczkę, dwa razy zaglądał pod spód i oświadczył stanowczo: nie ma. Siusiaka oczywiście. Tekst i mina przy oglądaniu kaczki bezcenna.
A ja powoli ogarniam się, mimo zesztywniałych co ranek stawów, znajduję przyjemność w zajmowaniu się małym i w ogarnianiu domu. Ale już nie chciałabym rezygnować z pracy. Taka odskocznia od domu i dziecka bardzo dobrze mi robi. Niestety w pracy przybywa mi obowiązków. Zanim wszystko tam ogarnę, minie sporo czasu. Na szczęście przynajmniej problem siarczystych mrozów mnie nie dotyczy. Do pracy mam 20 min. piechotą, więc choć padł mi akumulator, to do pracy i tak sobie dotrę.
Bączek ostatnio rozśmieszył mnie do łez dwiema rzeczami. Dziś wieczorem próbował chodzić w moich kapciach. Wyglądało to genialnie, niestety nie udało się tego nagrać. Wielka szkoda!!!!. A druga rzecz: Bączek oglądał uważnie swoją jeżdżącą kaczkę, dwa razy zaglądał pod spód i oświadczył stanowczo: nie ma. Siusiaka oczywiście. Tekst i mina przy oglądaniu kaczki bezcenna.
A ja powoli ogarniam się, mimo zesztywniałych co ranek stawów, znajduję przyjemność w zajmowaniu się małym i w ogarnianiu domu. Ale już nie chciałabym rezygnować z pracy. Taka odskocznia od domu i dziecka bardzo dobrze mi robi. Niestety w pracy przybywa mi obowiązków. Zanim wszystko tam ogarnę, minie sporo czasu. Na szczęście przynajmniej problem siarczystych mrozów mnie nie dotyczy. Do pracy mam 20 min. piechotą, więc choć padł mi akumulator, to do pracy i tak sobie dotrę.
niedziela, 29 stycznia 2012
Zmiany
Styczeń obfituje w zmiany! Po pierwsze zdecydowaliśmy się poszukać niani dla naszego Bączka. Co prawda pobyt w żłobku bardzo się podoba, nie ma dużych płaczków przy zaprowadzaniu i Bączek ładnie współpracuje z ciociami, ale od listopada non stop jest chory. Bez kataru było może 7-8dni w sumie. Widocznie jest jeszcze za wcześnie na taką ilość zarazków. W związku z tym daliśmy ogłoszenie w necie i jutro mam pierwsze spotkanie. Andrzejkiem podczas mojej pracy zajmie się babcia. Dobrze, że im dobrze razem. Po drugie od 1 lutego wracam na pełen etat. Różnica w godzinach pracy nie jest duża, a dojdzie mi 1/4 pensji. I łatwiej znaleźć opiekunkę na pełen etat, zwłaszcza że pracuję na zmiany. A po trzecie to ostatecznie chyba wyklarowywuje się nam sytuacja z kierownikiem. To dobrze, bo stanu zawieszenia nie lubię jeszcze bardziej niż zmian!!! Coś dużo tych zmian. Ciekawe co przyniesie luty? Za oknem siarczysty jak na tę zimę mróz i słoneczko. Dobrze jest naładować akumulatory na smętne i deszczowo-śniegowe dni
środa, 25 stycznia 2012
Wspomnienia
Dziś trochę przeszłości. Zebrało mi się na wspomnienia. Bo niby wszystko takie przewidywalne i ułożone, a tam gdzieś w głębi pamięci okruchy dnie, kiedy szłam na żywioł. Decydowałam się na samotny wyjazd w Tatry i następnego dnia byłam w pociągu do Zakopanego. Samotna wyprawa w góry z plecakiem, w oczach większości znajomych to było nieodpowiedzialne szaleństwo. A spotkałam wtedy przemiłych ludzi i przeżyłam cudowne chwile. Teraz też ciągnie mnie w Tatry, choć kondycja nie ta, 19-miesięczny maluch na głowie i mąż niezbyt palący się do włażenia tam, gdzie go nie posiali. A ja tęsknię.
wtorek, 24 stycznia 2012
Początek
Cóż, początki zazwyczaj bywają trudne. Po niedzielnym zapale do pisania już ostygły ślady. A trochę się w moim życiu dzieje. W pracy zmiany. Zmiany odgórne, bo od 1 stycznia duża zmiana przepisów wprowadziła nieliche zamieszanie. W zasadzie do tej pory jeszcze nie wszystko działa, tak jak powinno. A to znacznie utrudnia pracę. Są też zmiany wewnętrzne, zmiany wśród pracujących, a takie zmiany powodują jeszcze większe zamieszanie, zwłaszcza jeżeli dotyczą kierownictwa. Przyzwyczaiłam się już do pewnego trybu pracy, a tu znowu trzeba się będzie adaptować.W ogóle nie lubię zmian, po każdej okres adaptacji jest długi. Chyba się starzeję. Kiedyś było mi łatwej
Z przyjemnych zmian, to synek mi się bardzo rozgadał. Ciągle jeszcze mówi głównie po swojemu, ale używa tez wielu innych słów, adekwatnie do sytuacji. Rozumie jeszcze więcej i już trzeba bardzo uważać, co się przy min mówi. Ostatnio od pewnego też piszczy przeraźliwie. Na początku strasznie mnie to irytowało. Na szczęście do wszystkiego można przywyknąć. Po prostu nastał "piszczący okres".
Subskrybuj:
Posty (Atom)