Sytuacja wygląda następująco.
W środę Andrzejek wrócił ze szkoły i zaczął narzekać na to, że mu zimno. Okazało się, że ma 38,5 stopnia temperatury. W czwartek dołączył kaszel i niewielki katar. Wizyta lekarska wiele nie wniosła, pani pediatra powiedziała, ze synkowi nic nie dolega, że może nawet wychodzić na dwór!!!.
W piątek gorączka się zmniejszyła, kaszel ustał, katar się zmniejszył. Wczoraj było już zupełnie dobrze, za to Tadzik dostał gorączki. W nocy Tadzik grzał jak piec - miał ponad 39 stopni, które spadały po max dawce Nurofenu forte. Dziś dołączył do tego gęsty katar i kaszel. Andrzejek za to w nocy miał znów taki kaszel, że dopiero syrop przeciwkaszlowy pozwolił mu w miarę spokojnie dospać do rana.
Wobec takiego rozwoju sytuacji wyruszyliśmy na ostry dyżur Odstaliśmy swoje w kolejce, panowało tam istne oblężenie, mnóstwo chorych i marudnych lub nie dzieci, sfrustrowani rodzice, awaria systemu numerkowego - słowem armagedon.
Po dwóch godzinach czekania weszliśmy do lekarza. Andrzejek jest już niemal zdrowy (o ile czegoś nie załapał wśród fruwających w powietrzu zarazków), z Tadziem jest gorzej. Co prawda wysoka gorączka jest akurat objawem pozytywnym, bo organizm ostro walczy, ale podwyższone sporo CRP świadczy o infekcji. Na razie wdrożyliśmy leczenie objawowe i miejscowe. Jeśli gorączka przedłuży się do wtorku, powtórzymy wizytę i pewnie dostanie antybiotyk. Jutro idziemy do laryngologa, może badanie tomograficzne głowy trochę nam rozjaśni sytuację.
Mąż kaszle tak, że od dziś, w ramach eksperymentu, bierze wziewy chłopaków. Może trochę uspokoją kaszel, bo naprawdę urwie mu płuca. Wiem, że po infekcji można kasłać nawet 3-4 miesiące, ale do licha, żyć i wysypiać się też trzeba.
A ja, w zasadzie nie wiem co napisać:
Że królestwo oddam za jeden miesiąc bez gorączek, katarów, kaszlów, inhalacji, syropów.....
Że jeszcze nie minął miesiąc od zakończenia jednego antybiotyku, a Tadzio kwalifikuje się właściwie do podania następnego....
Że zamiast cieszyć się słońcem, mrozem i śniegiem, kisiliśmy się w domu cały weekend....
Że Mąż od dwóch tygodni kaszle tak, że o mało płuc nie wypluje, po antybiotyku za dużej poprawy nie ma, a żaden lekarz nie ma sensownego pomysłu na dalsze leczenie....
Że moja frustracja spowodowana stałym chorowaniem chłopaków powoli osiąga granice....