Koniec wiosny i początek lata nie jest dla nas w tym roku łaskawy.
Jakoś wygrzebaliśmy się z duszności u T, przegnaliśmy gorączkę u obu panów. Wydawało się, że już jesteśmy na prostej. A tu figa...
Po ostatniej przygodzie z gorączką T kasłał i kasłał. Końca nie było widać. Nie pomagały syropy wykrztuśne, oklepywanie, inhalacje. Osłuchowo podobno było OK....
W końcu wczoraj mąż pojechał z nim na ostry dyżur, bo ileż można kasłać. Poza tym kaszlem trochę osłabł mu apetyt i wrócił cieknący katar. Pani doktor osłuchała i wysłała ich na RTG, a tam zmiany okołooskrzelowe w płucach. Prostym językiem: Młodszy ma zapalenie płuc.....
T dostał inhalacje z Berodualu, antybiotyk, Mucosolvan i oczywiście ma zakaz wychodzenia z domu. A dziś do kompletu zaczęło mu ropieć oko, więc wylądowaliśmy znów na ostrym dyżurze. Tam do dowiedziałam się, że jeszcze prawe ucho też szwankuje. Pediatra dołożyła inhalacje z Pulmicortu i krople z antybiotykiem do oczu.
Mam ochotę wrzeszczeć, tupać nogami i walić pięścią w ścianę. Bo przecież nie dalej jak w Dzień Matki byliśmy z kaszlącym i gorączkującym T na dyżurze, i nic. Dwa dni później byliśmy u laryngologa, mówiłam o zatkanym nosie, i..... nic. Doktor uznał, że to efekt odstawienia leków przeciwalergicznych.
A teraz bum i zapalenie płuc.....
Niestety chwilowo nie mogę iść na zwolnienie. Poukładałam zmiany w pracy tak, żeby jakoś być w domu jak najwięcej. Resztę ogarniają Dziadkowie Warszawscy. Dobrze, że są....