Byliśmy w końcu na badaniach laryngologicznych ze Starszakiem. Tomografia pokazała nam "wspaniale" przerośnięty trzeci migdał. A to w połączeniu z ciągłym zatkaniem nosa, pojawiającym się kaszlem i pochrapywaniem przekonało naszą Laryngolog do radykalnych posunięć. Mamy kwalifikacje do usunięcia trzeciego migdałka. Może zabrzmi to dziwnie, ale się cieszę na ten zabieg, bo chorowanie A daje w kość i nam, i jemu. Na potwierdzenie - po tygodniu chodzenia do przedszkola A w piątek miał stan podgorączkowy i porządny kaszel, dziś dołączył wielki katar. Sezon na choroby uznaję za rozpoczęty na dobre :))))
Byliśmy też ze Starszakiem na ponownej diagnozie Integracji Sensorycznej. Po miesiącu czekania na odpowiedź nasza poprzednia terapeutka w końcu stwierdziła, że ona teraz nie ma dla nas czasu, więc poszukaliśmy innego miejsca. Znaleźliśmy coś, w miarę blisko domu i przedszkola. Poszliśmy na pierwszą część diagnozy w czwartek. Było w porządku, pani nawiązała z A kontakt, A współpracował, aż pani była zaskoczona. Wyszła nam już po pierwszym spotkaniu duża potrzeba silnego docisku, więc mamy powrót kołderki obciążeniowej do spania. Umówiliśmy się na wtorek na kontynuację diagnozy. A żeby nie było za dobrze, gabinet w międzyczasie się przenosi z Ursynowa na Mokotów. Według pani z sekretariatu to "tylko 20 minut jazdy samochodem". Zapomniała tylko o tym, że Dolinka Służewiecka w ciągu tygodnia jest słabo przejezdna, a w godzinach szczytu nieprzejezdna, a już na pewno nie w 20 minut. Ale co tam, w końcu mam niezawodną nawigację.
U Młodszego też zmiany, zmiany, zmiany.
W środę pozbyliśmy się na dobre opatrunku z lewej rączki. Na początku nie bardzo wiedział, co z nią robić, ale wystarczył dwa dni, żeby "oswoić" rączkę. A dwie wolne rączki to pełna wolność we wspinaczce, szaleństwach na rowerku biegowym, w kąpieli, w budowaniu z klocków, w jedzeniu. Słowem "hulaj dusza"...
Gdyby tylko zechciał sikać głównie do toalety i zmienić sposób komunikacji z piskojęku na polski byłoby fantastycznie. Ale wtedy byłoby nam nudno i za łatwo:))))
Z Młodym chodzimy też do logopedy i powoli pojawia się zaginione "K" np kiełbasa, ale kot to nadal tot. Cóż, uzbrajamy się w cierpliwość i ćwiczymy. Może tot przemieni się w kota :)))
Kończę, bo z garderoby łypie na mnie groźnie sterta ubrań do prasowania - jak to po wyjeździe. Tydzień zszedł mi na wizytach lekarskich, ćwiczeniach, rehabilitacjach oraz wstawianiu, rozwieszaniu i zdejmowaniu kolejnych partii ubrań. Teraz tylko poprasować i z głowy do poniedziałku, góra wtorku.... I odnowa: wstawiamy pranie, rozwieszamy pranie, zdejmujemy pranie, prasujemy ubrania, chowamy do szafy, wstawiamy pranie...