czwartek, 3 października 2013
Niezdany egzamin z macierzyństwa
Dziś znów nawrzeszczalam na swojego starszego synka. Dlaczego? Bo wydarl się tak, że młodszy się wystraszyl i rozplakal. A młodszego wystraszyc głośnym dźwiękiem nie jest łatwo. I czuję się bezsilna. Nie umiem zaakceptować i pokochać Starszaka takim jakim jest. Dopiero wczoraj uświadomiłam sobie, że młodszego akceptuję bez problemu, a starszego nie umiem. Wiele przede mną pracy, aby dowiedzieć się, co jest przeszkodą, co sprawia, że nie umiem pokochać go bezwarunkowo. Czuję żal, że straciłam tyle bezcennych chwil z moim synkeim. I mam nadzieję, że uda mi się znaleźć właściwy sposób na relację z moim ukochanym Starszakiem. Trzymajcie za mnie kciuki.
wtorek, 17 września 2013
Ściana
I doszłam do ściany, a właściwie oboje z Mężem doszliśmy do ściany. Nie mam pojęcia co zmienić, żeby nasze kontakty ze Starszakiem znormalniały. Od 26 sierpnia chodzi do przedszkola. Zostaje bez problemu. Od opiekunów wiem, że włącza się w zabawy z dziećmi i zaakceptował reguły tam panujące. Za to w domu jest katastrofa. Zero współpracy. Nie będzie się ubierał, nie będzie czyścił nosa (przerwa w przedszkolu - katar), nie będzie szedł na drzemkę, kąpał się, mył zębów, sikał itp. Nie mam już siły ani pomysłów jak do niego dotrzeć. Cały jego "bunt" skupia się na mnie, bo jestem jeszcze na rodzicielskim z młodszym synkiem. Mąż wraca z pracy późno, wychodzi wcześnie i na razie nie ma możliwości zmian na tym polu. Więc muszę w tygodniu radzić sobie sama i szczerze mówiąc mam DOŚĆ!!!!! Nie chcę się z nim szarpać ani w kółko go karać. Chcę współpracy nie ustawiania. A najgorsze, że często mam ochotę wsiąść w samochód i więcej nie wracać do domu. Może macie jakieś pomysły co robić....
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Potrzebna przerwa
Potrzebuję przerwy. Nawet jednego dnia bez dzieci na głowie. Chociaż jednego dnia na spokojne przemyślenie tego, co błąka się po moim umyśle i umyka w natłoku spraw codziennych, ogarniania domu, dzieci, szukania mieszkania, przedszkola itp. Jednego dnia na przetrawienie moich spostrzeżeń:
- że zazdroszczę innym pozytywnego nastawienia do świata, bo ja swoje gdzieś zgubiłam,
- że powinnam się zastanowić, co moje ciało chce mi powiedzieć, kiedy szwankuje coraz to inna część,
- że poukładanie priorytetów jest bardzo ważne,
- że relacje z moją mamą same nie ewoluują,
- że udawanie przed sobą, że wszystko gra, nie ma sensu,
- że wyładowywanie frustracji na Starszaku niczego nie poprawi,
- że wieczne ustawianie Starszego zamiast poszukania dlaczego tak robi, mówi itp. tylko pogarsza sprawę,
- że odkładanie ważnych rozmów z moim mężem niczego nie załatwiam.
Potrzebny mi jeden wolny dzień. Skąd go wziąć?
- że zazdroszczę innym pozytywnego nastawienia do świata, bo ja swoje gdzieś zgubiłam,
- że powinnam się zastanowić, co moje ciało chce mi powiedzieć, kiedy szwankuje coraz to inna część,
- że poukładanie priorytetów jest bardzo ważne,
- że relacje z moją mamą same nie ewoluują,
- że udawanie przed sobą, że wszystko gra, nie ma sensu,
- że wyładowywanie frustracji na Starszaku niczego nie poprawi,
- że wieczne ustawianie Starszego zamiast poszukania dlaczego tak robi, mówi itp. tylko pogarsza sprawę,
- że odkładanie ważnych rozmów z moim mężem niczego nie załatwiam.
Potrzebny mi jeden wolny dzień. Skąd go wziąć?
sobota, 6 lipca 2013
Figa z makiem
Mieliśmy być dzisiaj na weselu mojej siostry ciotecznej. Tym razem mamy zaufaną opiekunkę, więc Tadziulencjusz miał zostać w domu, a Andrzejas opcjonalnie w domu lub z nami. I co ? I figa z makiem. Najmłodszy dziś obudził się z kaszlem przypominającym zaawansowane zapalenie oskrzeli. Szybki wypad do lekarza zaowocował antybiotykiem i bardzo radykalną zmianą planów. Na ślub pojechała delegacja złożona z męża i Andrzejka. Muszą fajnie wyglądać razem, bo mąż pod krawatem, a nasz trzyletni synek w ulubionych granatowych spodenkach i koszulce ze Złomkiem. Za nic nie chciał się przebrać. Nawet bardzo nie nalegałam. A ja na posterunku przy kaszlaku. Na szczęście Młody nie ma gorączki i humor mu dopisuje. Przekonałam się za to, jak trudno podać do paszczy cokolwiek, co nie jest mlekiem mamy, ewentualnie mlekiem sztucznym. Namęczyłam się z antybiotykiem jak kto głupi. To mój debiut, bo Starszak do tej pory antybiotyku doustnie nie brał. No cóż, Młodszy ma więcej źródeł zarazków. A wesele, okazja do spotkań z rodziną, pogadania, potańczenia i pobycia bez młodzieży przeszła mi koło nosa. Cóż samo życie......
Najlepsze, że przez chorobę Tadziula nasze poszukiwania mieszkania trochę się zawieszają. Może to i dobrze.Ostatnio presja była za duża i podjęliśmy kilka pochopnych decyzji. Trochę czasu do namysłu dobrze nam zrobi.
Najlepsze, że przez chorobę Tadziula nasze poszukiwania mieszkania trochę się zawieszają. Może to i dobrze.Ostatnio presja była za duża i podjęliśmy kilka pochopnych decyzji. Trochę czasu do namysłu dobrze nam zrobi.
niedziela, 30 czerwca 2013
Katastrofy wieczornej ciąg dalszy
Dziś miało być o szalonej wyprawie na plac zabaw i do kościoła. O fajnym poranku i popołudniu. Miało być... Ale nie będzie. Bo dzień zakończył wrzask, który chwilowo odebrał mi chęć pisania, wrzask zakończony histerią i jąkaniem z nerwów. Wrzask, który wyzwolił we mnie głęboką niechęć do przytulenia mojego synka. Wiem, że jest mu to potrzebne, ale moje psychiczne zmęczenie powoli dosięga granic. Nie umiem przytulić go z miłością, bo wciąż słyszę histeryczny wrzask, bo widzę mojego synka nakręconego i za grubą granicą. Nie umiem do niego dotrzeć. I nie wiem już czy chcę dalej próbować. Nie wiem jak w małym wrzaskunie odnaleźć swojego synka....
czwartek, 27 czerwca 2013
Wieczorna katastrofa
Poddaję się. Wyczerpaliśmy z mężem chyba wszystkie pomysły na to jak uczynić kąpiel Starszaka przyjemnością a nie katastrofą. Ale nic nie działa. Wieczorne wrzaski to norma. W jakiej formie by nie był i tak kąpiel kończy się a najczęściej zaczyna i kończy się wrzaskiem. Czasem marzę o tym by uciec na koniec świata i nie słyszeć zawodzenia mojego syna. Może ktoś ma jakiś pomysł na poprawienie sytuacji? Jak sobie radzicie z kąpaniem?
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Weekend
Ostatni weekend był naprawdę intensywny. W piątek Andrzejek obchodził swoje trzecie urodziny. Impreza została przełożona na niedzielę, ale przygotowania rozpoczęliśmy w piątek po południu pieczeniem szarlotki. Piekliśmy w trójkę ja, Andrzejek i nasza nieoceniona niania. Ciasto wyszło wspaniałe. W sobotę wstaliśmy wcześnie, chłopaki budzą się teraz około 5.30-6.00 i od samego rana się działo. Najpierw odebraliśmy tort urodzinowy naszego starszego synka Andrzejka. Tort był specjalny - w kształcie samochodu. Zamówiony wedle wskazówek Jubilata. Bardzo się spodobał. Przy okazji kupiliśmy też pieczywo. W tym samym czasie w domu tata zajmował się Tadziem, a pan hydraulik reanimował naszą pompę od hydroforu. Na szczęście udało mu się. Inaczej groziła nam utrata dostępu do wody i kupno nowej pompy. Potem wybraliśmy się całą ekipą do mojego ginekologa na wizytę kontrolną. Sama osobiście zapakowałam potrzebne rzeczy i drugie śniadanie do plecaka, który wręczyłam mojemu mężowi. Potem zapakowaliśmy się do samochodu i w drogę. Kiedy dojechaliśmy na miejsce czekały nas dwie niespodzianki. Po pierwsze okazało się, że nasz plecak został na kanapie w domu. Przechodziłam przez pokój chyba ze cztery razy, ale tego nie zarejestrowałam. No i dla malucha mieliśmy dwie pieluch tetrowe, parę zabawek i nic więcej. Ruszyliśmy poszukać apteki, żeby zaopatrzyć się w pampersy i wilgotne chustki i trzymaliśmy kciuki, żeby Tadzio nie narobił do pieluchy po pachy. Na szczęście to nas ominęło. Drugą niespodzianką była moja pomyłka w godzinie wizyty, przyjechaliśmy o 30 min za wcześnie. Po wizycie pojechaliśmy kupić dzwonek i koszyczek do Andrzejkowego rowerka (w ramach prezentu urodzinowego). Młodzież większość czasu przespała w samochodzie. Po powrocie do domu i obiedzie tata został odkurzyć domu i odebrać zakupy internetowe, a my w trójkę ruszyliśmy do parku na długi i urozmaicony spacer. Była jazda rowerkiem, puszczanie baniek, zabawa na pajęczynie i zjeżdżalni. Bardzo przyjemne półtorej godziny. Potem wróciliśmy do domu, położyliśmy spać Tadziula i powierzyliśmy opiekę nad A i T naszej niani, a sami uciekliśmy na rocznicową kolację. Było miło, choć rozmowę zdominowały tematy nieromantyczne tylko bardzo powszednie. Ale to był nasz pierwszy wspólny wypad od narodzin Tadzia. A w niedzielę rano pojechaliśmy do kościoła na 8.30 w burzę, a potem Andrzej z tatą szaleli po kałużach, a ja położyłam Tadziula na drzemkę i rozpoczęłam przygotowania do urodzin. Ale o tym będzie osobny post.
Subskrybuj:
Posty (Atom)